Koktajl - moja bomba witaminowa | Przepis

Koktajl - moja bomba witaminowa | Przepis


O tym, że warzywa i owoce mają bardzo dobry wpływ na nasz organizm nie muszę chyba nikomu przypominać. Spożywanie koktajli owocowo – warzywnych ma na celu poprawę kondycji cery, włosów i paznokci. A przyjemne łączy się z pożytecznym. Bogate źródło witamin i minerałów zawarte w składnikach wykorzystywanych przeze mnie w przecierach, dostarcza mi dziennego zapotrzebowania na pewną grupę witamin oraz wpływa pozytywnie na ogólny stan mojego zdrowia. Samopoczucie też jest zupełnie inne odkąd zaczęłam zwracać większą uwagę na to, co zjadam. Nie ma dnia bym czegoś nie zmiksowała.
Pomyślałam, że podzielę się z Tobą przepisami na te bomby witaminowe, no bo co ja taka egoistyczna będę, gdy w achy i ochy opiewacie zdjęcia na insta z tymi cudownie kolorowymi szklaneczkami, w których znajdują się zmiksowane witaminki w postaci warzyw i owoców.

OCZYSZCZAJĄCY MIX
SKŁADNIKI
2 łodygi selera
2 kiwi
2 jabłka
½ szklanki wody
½ łyżki miodu
Seler płuczemy i kroimy na kawałki. Kiwi i jabłka należy obrać ze skóry i również pokroić na niewielkie kawałki. Wszystkie składniki umieszczamy w blenderze, dolewamy wodę i dodajemy miód. Wszystko razem miksujemy i podajemy na świeżo. Możesz przechować ten koktajl w lodówce do 6h
Koktajl ten w głównej mierze ma wyczuwalny seler. Kiedyś myślałam, że taka kompozycja nie koniecznie musi mi smakować, ale jednak myliłam się. Przypadł mi do gustu gdy tylko pierwszy raz spróbowałam tego połączenia. Jest naprawdę pyszny, a smak warzywa nie jest aż tak bardzo chamski, jak mógłby się wydawać. Nie dajmy się naszym uprzedzeniom.  Wszystko podkreślone jest delikatną słodyczą jabłka i miodu. A kiwi idealnie komponuje się w tym połączeniu. Jest to wariant smakowy do, którego chętnie wracam. W tajemnicy Ci powiem, że seler i kiwi to idealne połączenie samo w sobie. Swoją drogą muszę kolejnym razem spróbować pomieszać jedynie seler i jabłko. O kolorystyce tego pysznego przecieru nie muszę mówić – jest cudowna. Z resztą sami widzicie ;) Przywodzi na myśl słoneczne lato spędzone w pięknym ogrodzie. Jest to na pewno orzeźwiający koktajl warzywny, jak i oczyszczający. 
DLACZEGO TE SKŁADNIKI?

Seler – zawsze do swoich przecierów używam łodygi selera. Ma bardzo charakterystyczny smak, już jedna długa laska tego warzywa daje się wyczuć w przeróżnych mieszankach warzywnych. Wykorzystuję go w zupach, sosach, daniach typu leczo i teraz w moich koktajlach warzywno – owocowych. Jest bogatym źródłem witaminy C oraz witamin E. Tej pierwszej zawiera nawet więcej niż owoce cytrusowe. Ponoć żadna dieta odchudzająca nie obejdzie się bez selera naciowego. Ponadto jest lekko moczopędny oraz przeciwnowotworowy. Idealnie oczyszcza nasz organizm z toksyn zawartych w pożywieniu. Przyspiesza przemianę materii a przy tym jest tak nisko kaloryczny. Już 100 gram tego warzywa zawiera jedynie 13 kcal.
Kiwi – jest bogatym źródłem potasu, luteiny oraz witamin C i E, które mają działanie przeciwutleniające i chroniące komórki przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Posiada również właściwości odchudzające, przeczyszczające i odżywiające. Do swoich przecierów używam dojrzałych owoców. Zazwyczaj sprawdzam ich miękkość i wtedy oceniam czy się nadają. Niedojrzałe kiwi może popsuć smak naszego koktajlu
Jabłka – wspomagają oczyszczanie organizmu i pomagają w trawieniu. Ten owoc to źródło witaminy A, B i C. Mają działanie moczopędne, tonizujące, oczyszczające i pobudzają pracę wątroby. Idealnie osłodzą każdy rodzaj koktajlu. Pamiętajcie, dobre, bo polskie – nasz kraj jest jednym z głównych producentów tych owoców na świecie.
Miód – dodaje osłody tym przecierom, które wykonane są głównie z warzyw. Ponadto służy w pielęgnacji urody, posiada właściwości nawilżające, rozjaśniające i uelastyczniające skórę. Ten słodki dodatek bogaty jest w witaminy A, B1, B2, B6, B12, C oraz kwas foliowy. Zawsze wybieram miód z miejscowych pasiek. Do Anglii przeważnie przesyła mi go mama. Ponadto doczytałam, że miód, seler i kiwi obniżają ciśnienie tętnicze, czyli mamy tutaj fantastyczną mieszankę dla ciśnieniowców. Skusisz się by zmiksować te produkty?
Kochani właśnie w taki sposób chciałabym przedstawiać Wam moje propozycje związane z kompozycją różnych koktajli czy przecierów. Dajcie znać w komentarzu czy post Wam się spodobał i czy chcecie więcej takich wzmianek. Będę bardzo wdzięczna za każdą radę i dobre słowo

Żel micelarny do mycia twarzy | Ziaja ogórek mięta PHA

Żel micelarny do mycia twarzy | Ziaja ogórek mięta PHA


Przyznaję bez bicia, mycie twarzy przy pomocy wody było dla mnie czymś totalnie zbędnym. Nie robiłam tego. Serio. Chyba, że podczas brania prysznicu na twarz spływała woda strumieniami. Ale na tym koniec. Wieczorna pielęgnacja odbywała się jeszcze do niedawna tylko i wyłącznie przy pomocy mleczka do oczu oraz płynu micelarnego używanego na wacik. Po długich latach do takiego sposobu demakijażu doszła woda różana, a dopiero na samym końcu preparat do mycia twarzy, który używa się z wodą. Pierwszy od kilku tygodni, ale już wiem, że nie ostatni. I zastanawiam się jak ja mogłam w ogóle w taki sposób, tak długo żyć:D?
Sięgając po preparat do mycia buzi w sumie nie sugerowałam się niczym poza tym, aby nie podrażniał mojej wrażliwej cery. Jakoś tak los chciał, że padło na Ziaję, bo jest tania, to fakt. Bo lubię jej produkty to po drugie i pomyślałam sobie A jak uczuli nie będzie szkoda kasy No i tak stoi w mojej łazience Żel micelarny ogórek, mięta i kwas PHA. Ciekawi, jakie mam zdanie o tym produkcie? Zapraszam do dalszej lektury :)

Żel zamknięty jest w białej butelce. Posiada dozownik w postaci pompki, dzięki czemu można z łatwością wydobyć produkt na dłoń i przystąpić do działania. Pojemność opakowania to 200 ml. Bardzo przyjemny i łagodny zapach. Konsystencja rzadka, przeźroczysta i w kolorze zielona. Jeśli chodzi o design to trafia w moje upodobania. Taki prosty minimalizm a cieszy oko :)
OD PRODUCENTA
Ultralekka receptura w formie delikatnie pieniącego żelu micelarnego. Łagodnie, ale skutecznie oczyszcza każdy rodzaj skóry. Zawiera kwas laktobionowy z grupy polihydroksykwasów - PHA o działaniu nawilżająco-łagodzacym oraz ekstrakty: Cucumis Sativus i Mentha Piperita. Odświeżający i przyjemny w aplikacji. Ma energetyczny, lekko chłodzący zapach.
  • łagodnie myje i oczyszcza skórę
  • równocześnie zmiękcza i wygładza naskórek
  • nie zaburza właściwego poziomu nawilżenia
  • zapewnia uczucie czystości i orzeźwienia
MOJA OPINIA 
Jak już wspominałam, żel jest łagodny i zamknięty w opakowaniu z pompką, więc nie ma problemu z dozowaniem. Już dwa naciśnięcia pompki wydobywają wystarczającą ilość produktu, gotową do użytku. Ma przyjemny lekki zapach, a co najważniejsze dokładnie myje skórę twarzy. Mogę przyznać, że już po pierwszym użyciu, kilka nieprzyjemnych krostek, na moim czole zniknęło. Używam go do wieczornej pielęgnacji. Daje uczucie przyjemnego ochłodzenia/orzeźwienia. Żel jest przede wszystkim cudownie odświeżający. A co najważniejsze nie podrażnia mojej wrażliwej cery. Delikatnie nawilża. Nie pozostawia uczucia ściągnięcia na twarzy - i za to duży plus. Odnoszę wrażenie jakby wyrównywał koloryt skóry, albo chociażby minimalizował zaczerwienienia. Borykam się z czerwonymi obszarami na mojej twarzy, po tym żelu zauważyłam znaczną poprawę w tym temacie. Wydaję mi się, że to za sprawą ogórka i mięty płyn posiada właściwości kojące. Nie wiem jak sobie poradzi ze zmyciem całego makijażu, ponieważ nie używam go w tym celu. Jest świetnym uzupełnieniem wieczornej pielęgnacji i z łatwością myje ewentualne pozostałości makijażowe na mojej buzi.  Szczerze polecam ten produkt dla każdego, bez znaczenia, w jakim jest wieku. Myślę, że warto a jego cena jest zniewalająco zachęcająca ♥
Jestem bardzo ciekawa czy znasz ten produkt jak i inne kosmetyki do pielęgnacji marki Ziaja? Daj koniecznie znać w komentarzu, jakie Ty używasz preparaty do mycia buzi, chętnie wypróbuje czegoś.

Do następnego! 

MYCOTA KREM NA PROBLEMY ZE STOPĄ SPORTOWCA | grzybica międzypalcowa

MYCOTA KREM NA PROBLEMY ZE STOPĄ SPORTOWCA | grzybica międzypalcowa


Przyszła wiosna, czas zwiewnych stylizacji, lekkich makijaży oraz odsłaniania większej partii ciała niż podczas zimy. Na ekspozycje, w wiosennych butach, wyjdą nasze stopy. To czas baletek, klapek czy sandałów. Szczególnie wiosną i latem przykuwamy większą uwagę do pomalowanych paznokci u stóp. Nie zawsze tak jest, czasami dotykają Nas problemy niezależne od Nas i zamiast cieszyć się pięknymi i zdrowymi stopami jest dokładnie odwrotnie. Bywa, że kondycja naszych stóp nie jest w najlepszym stanie, a sam pedicure nie wystarczy. 

Borykasz się z nieprzyjemnym zapachem a pękającej skórze między palcami towarzyszy uczucie lekkiego bólu? Zastanawiasz się, czym taki stan jest spowodowany?  Kolejki do dermatologa są zbyt długie, a problem zbyt uporczywy? Chahciałbyś jak najszybciej rozpocząć kurację aby zapobiec dalszemu rozwojowi tej choroby? Najprawdopodobniej dotknęła Cię grzybica międzypalcowa (najprawdopodobniej, a nie na pewno – lekarzem nie jestem), Ale spokojnie! Są na to sposoby. Mam dla Ciebie produkt, który już po pierwszym użyciu przyniesie ukojenie.  Jest to maść dostępna bez recepty. Stosowana w leczeniu i zapobieganiu stopy sportowca, bo tak też nazywa się problem, który jakiś czas temu mnie dotknął.
CZYM JEST STOPA SPORTOWCA?
To pękająca skóra między palcami stóp. Najczęściej dotyka przestrzeni między 5i4 palcem oraz 4i3. Do zaczerwienień, świądu i pieczenia należy dodać uczucie bólu i nieprzyjemny zapach. (Zaraz ktoś pomyśli, że Karolka się nie myje :D Ale zapewniam, że dbam o swoją higienę :P)

W Anglii dostępny jest produkt o nazwie Mycota za śmiesznie niskie pieniądze. To krem ​​zawierający dwa aktywne składniki, undecylenian cynku i kwas undecylenowy. Posiada właściwości przeciwgrzybiczne i antybakteryjne.

Tlenek cynku (Zinc oxide) jest najczęściej stosowaną formą cynku w kosmetykach. Pełni funkcję białego pigmentu (tzw. biel cynkowa), wypełniacza lub filtra przeciwsłonecznego. Związki cynku są również składnikami preparatów do cery trądzikowej, tłustej, past do zębów, dezodorantów, środków o działaniu przeciwłupieżowym, przeciwgrzybicznym, przeciwstarzeniowym, ściągającym. http://www.alergolog.eu/hapten/cynk.html

Mycota - jak tego używać?

Ten preparat jest przeznaczony wyłącznie do użytku zewnętrznego. Należy nałożyć krem ​​obficie między palcami każdego wieczora, na czystą powierzchnię skóry. Ja zakładam na noc skarpetki by nie ubrudzić pościli tym kremem. A poza tym krem sam w sobie nie przyjemnie pachnie, więc sami rozumiecie;) Najlepiej kontynuować stosowanie, przez co najmniej tydzień po ustąpieniu objawów, aby upewnić się, że infekcja jest w pełni wyleczona. Zapewniam, że po 3 dniach nieprzyjemne objawy ustąpią.
Wiem, że temat ten nie należy do najprzyjemniejszych a nawet i tych z pogranicza tematów wstydliwych. I pewnie zastanawiasz się, dlaczego o tym piszę. Już wyjaśniam. Aby mieć piękne ciało, paznokcie czy też włosy nie wystarczy nakładać na siebie tony kosmetyków, należy zadbać i o swoje zdrowie, – co jest przecież najważniejsze. Organizm to skomplikowany mechanizm, w którym wszystko zależne jest od siebie. Pamiętaj, że nieleczona grzybica może bardzo szybko się rozprzestrzenić i zaatakować kolejne partie Twojego ciała. Z grzybem nie ma żartów! Chciałabym Was przestrzec by nie bagatelizować najmniejszych niepokojących objawów. U mnie zaczęło się od nieprzyjemnego swędzenia między palcami. Myślałam, że to nic ważnego. Wzięłam kąpiel problem zniknął, ale nie na długo. Za jakiś czas uporczywe swędzenie powróciło ze zdwojoną mocą a po kilku dniach miałam już popękaną skórę między wspomnianymi palcami. O nieprzyjemnym zapachu z ran nie muszę chyba wspominać?
Całe szczęście, że maść Mycota jest tutaj dostępna w sklepie i to bez recepty. Po pierwszej aplikacji objawy zelżały a po równo trzech dniach zaczerwienione pęknięcia zagoiły się. Zaraz pomyślisz, że w Polsce nie można go dostać, ale otóż mam dla Ciebie alternatywę ów produktu. Na rynku dostępne są takie preparaty jak Lamisilatt, Undofen Max czy Scholl więc zawsze śmiało możesz o te czy inne preparaty poprosić w aptece. I nie wiem czy Ziaja Polska nie ma jakiegoś preparatu na tego typu problemy, ale mówię tego pewna nie jestem. 
Mam nadzieję, że nigdy nie będziesz musiał/a borykać się z tym wstydliwym problemem. Ale jeśli już to pamiętaj o jak najszybszym reagowaniu. 
A ja mogę śmiało stwierdzić, że moje zdrowe i wypielęgnowane stopy są już gotowe na nadchodzący sezon. Tylko, jak na razie pogoda w Anglii nas nie rozpieszcza ... A jak jest u Ciebie? Przygotowałaś się już do tego aby włożyć stopy w piękne sandały czy może czekasz na spotkanie z pedicurzystką ? :)

Do następnego!

Denko, czyli było minęło

Denko, czyli było minęło


Ostatnio miałam fale - fale kosmetyków, które się pokończyły. Dosłownie w jednym tygodniu dobijały dna praktycznie wszystkie produkty, które stosuje na co dzień. Tym razem będzie ich znacznie więcej niż przy pierwszym Denko, czyli było minęło. Nawet teraz znajdzie się coś z kolorówki, ale głównie to produkty do pielęgnacji dobiły dna. Krótko zwięźle i na temat. No dobra, może i krótko nie będzie ale sami zobaczcie :)
Garnier Ultumate Blends szamponktóry pokochały moje włosy już jakieś lata świetlne temu. Z natury jestem blondynką a od 10 lat nie nałożyłam żadnej farby na swoje włosy. Przez długie lata mój Kolor wydawał mi się nijaki i mysi patrz zdjęcie --> Okazało się, że wystarczy zmiana szampon by wydobyć piękne jasne pasma i zmienić automatycznie tonację swoich włosów. Oczywiście jest to już mój ulubiony kolor włosów i nie zamierzam farbować, choć pokusa czasami bywa. Co do szamponu, jakiś czas był dostępny w Polsce, gdy został (chyba wycofany) miałam ogromny problem by znaleźć odpowiedni zamiennik. Cieszę się, że natrafiłam na niego w UK i to tylko w jednej drogerii. Konsystencja rzadkiego kisielu, przeźroczysty i łatwy w rozprowadzeniu. Pięknie pachnie. Oczyszcza włosy i pozostawia je bardzo długo świeże. Lekko plącze włosy, jeśli nie użyję podczas mycia odżywki do włosów, ale to nie problem gdyż można sobie z tym poradzić. Nie mam żadnych minusów, jeśli chodzi o ten produkt. No serio mówię Wam nie ma się, do czego czepić. Mogę go wychwalać i zachwalać, jest to milionowa butelka, którą posiadałam i z pewnością nie ostatnia.
Fruits scrub do ciała - nie bijcie :D To bardzo słaba rzecz, jaką zakupiłam a na mojej półce jeszcze jedna taka tuba czeka do zużycia. Kupiłam z jednego powodu. Zapach! No taki bombowy ze nie mogłam się oprzeć, cena za jedną sztukę to całe 0,50p (oczywiście na promkach) Obłędny zapach i soczysty kolor przyciągnęły mnie do tego produktu. Konsystencja rzadka i leista, drobinki ledwo wyczuwalne. Nie spełnił swojej funkcji jakoby, nie ścierał martwego naskórka Wykorzystywałam go do mycia ciała zamiast żelu, stosując na szorstką powierzchnię gąbki. O dziwo nie wysuszał mojej skłonnej do tego skóry. Zapach pomarańczy i pomelo unosił się stosunkowo długo jak na produkt w tej cenie. W składzie nie znalazłam nic, co mogłoby mnie zaniepokoić. Uważam, że jest całkiem, całkiem no, ale niepowalający. Choć nie wiem czy ten zapach nie przywoła mnie jeszcze kiedyś.
Nivea Aqua Effect regenerujący krem na noc jeden z lepszych nawilżających kremów, jakie miałam w swoim posiadaniu. Półtłusty, biały krem, zamknięty w szklanym słoiczku. Bardzo wydajny. Drażniące w nim jest to, że długo się wchłania. Twarz po nim świeci się w najlepsze, ale jako że przeznaczony jest na noc, nie sprawiało mi to problemu. No, ale spełnia swoje zadanie regeneruje i nawilża, nie da się mu tego zaprzeczyć. Choć przyznaje, że jego następca jest w tym lepszy.
Nivea płyn micelarny - dobrze zmywa makijaż.  Używam go również w celu przemywania twarzy na noc, gdy nie nakładam na siebie makeupu. Czasami (naprzemiennie z wodą różaną) rano przetrę sobie nim twarz, ponieważ nie przepada(ła)m za myciem twarzy wodą. Dobrze oczyszcza, nie pozostawiając efektu ściągniętej skóry. Moja buzia toleruje przeróżne płyny micelarne. Mam jeszcze jeden w zapasie (ach te promki 1+1 :D) 400 mililitrów wystarczyło mi na bardzo długo, ale może dlatego, że zimą nieczęsto nosiłam makijaż. 
Pozostając w temacie demakijażu - produkt, dla którego nie szukam zamiennika i tym sposobem zawsze mam na półce dodatkową buteleczkę z tym mleczkiem od Avon. Nie podrażnia moich oczy, nie powoduje łzawienia i nieprzyjemnego szczypania. Skóra wokół oczu jest przyjemnie nawilżona. Brak jakichkolwiek zaczerwienień. Stosuje jedynie by zmyć tusz i cienie. Tym sposobem jedna taka 200 mililitrowa pojemność produktu wystarczy mi na dobre 5 miesięcy. Generalnie polecam ten produkt każdemu, kto pyta o demakijaż. Jest nieodłącznym elementem w wieczornej pielęgnacji. Dla mnie BOMBA ! (:
Baby Dove płyn do kąpieli i mycia włosów - coś dla tych maluszków. Odkąd przeprowadziłam się do Anglii przerzuciłam się z firmy Bambino na Baby Dove, czy ubolewam? Ni skąd! Skóra mojego dziecka jest idealnie nawilżona po kąpieli. Ma bardzo delikatny zapach. Myjemy nim głowę córce, nie szczypie w oczy, Niestety plącze lekko włosy i mamy małe wyzwanie przy rozczesywaniu, ale idzie znieść. Kolejnym minusem jest pompka, niestety chodzi niesprawnie. Za każdym razem wracam do tego produktu i za każdym razem jest ten problem, nie odbija dość energicznie. Muszę długo czekać, aby nabrać kolejną dozę produktu. Trochę żenujące, ale jak widać da się z tym żyć, skoro to już któraś z kolei butelka w naszym użyciu. Czasami jej go podbieram ;)
Będąc przy produktach Dove, wspomnę o moim kremowym żelu pod prysznic Deeply Nourishing. Konsystencja bardzo gęsta jak na tego typu produkt, ale bardzo wydajna. Moja skóra po nim jest na prawdę nawilżona i nie potrzebuje natychmiastowej dawki balsamu. Piękny i delikatny zapach o kremowej konsystencji. Nie jest to pierwsza i na pewno nie ostatnia buteleczka tego produktu ;)
Krem do rąk Neutrogena Malina Nordycka generalnie najlepszy, jaki miałam dotychczas. Żaden inny zamiennik nie sprostał mym oczekiwaniom. Wracam do tego kremu, gdy tylko mogę. Ma piękny zapach, szybko się wchłania a przy tym jest mega wydajny.  Już niewielka doza tego produktu oczaruje Cię swoją jakością. Intensywnie nawilża, odżywia i regeneruje moje dłonie. Dzięki niemu kondycja moich skórek uległa znacznej poprawie. Nie powiem Wam, które to moje opakowanie, a mam jeszcze z półtora w zapasie 😊
Neutrogena Formuła Norweska z Maliną nordycką - skończył się w trakcie tworzenia dla Was tego postu :D Kolejny produkt marki, która przypadł mi do gustu. Balsam o intensywnym, słodkim zapachu - niewyczuwalna chemia, jest to przyjemny zapach. Szybko się wchłania i jest bardzo wydajny. Poziom nawilżenia znacznie się poprawił odkąd zaczęłam używać tego balsamu. Na prawdę daje rade bardzo suchej i wrażliwej skórze. Konsystencja jest kremowa i nie tłusta, za co ogromny plus. Lubię takie produkty. Chciałabym jeszcze dodać, że po goleniu nie podrażnia naskórka. Bywały takie balsamy w moim użyciu, że zaraz po ogoleniu nóg nie mogłam ich stosować. Produkt tak podrażniał, że nogi zamieniały się w wysyp czerwonych, piekących krostek - musiałam ratować się zwilżonym chłodną wodą ręcznikiem. Na szczęście, przy Neutrogenie tego nie ma! Generalne - dobrze spełnia swoje zadanie. Mam już zamiennik, ale nie powala mnie swoim zapachem, zobaczymy jak będzie z resztą. Są jeszcze dwa balsamy, które chciałabym wypróbować. Zobaczymy - jeśli żaden z nich nie spełni moich oczekiwań Malina nordycka wróci do użytku.
Ostatnimi czasy zużyłam również kilka maseczek do twarzy, o czym mogliście poczytać już na blogu. Mam w zapasie dużo przeróżnych produktów tego typu, jestem uzależniona od nich. Lubię w spokojne i ciche wieczory w taki sposób się zrelaksować. Czasami relaks ten przenosi się do wanny, gdy wiem, że spędzę w niej znacznie więcej czasu niż przypuszczałam:) O maseczkowych zużyciach możecie poczytać TUTAJ
I przyszedł czas na jeden produkt z kolorówki Tusz do rzęs ONE DOUBLE EFFECT - nie będę zbyt dużo się rozpisywać, jest to odkrycie ubiegłego roku. Na obecną chwile numer 1 w tuszach do rzęs, jakie posiadałam :) Więcej możesz poczytać o tym produkcie TUTAJ
Były jeszcze cztery saszetki jednorazowych produktów. Trzy z nich to kremy do buzi od polskich producentów oraz natłuszczający olejek do kąpieli i pod prysznic. Dużo nie mogę napisać o tych produktach, ale powiem Wam, że pierwsze wrażenie odnośnie kremu na dzień i na noc marki Biolaven jest pozytywne. Lekki krem, który szybko się wchłania pozostawiając skórę gładką i nawilżoną. Z pewnością skuszę się na pełnowymiarowe produkty, ale muszę najpierw skończyć swoje obecne zapasy J Jeśli chodzi o próbkę lekkiego kremu brzozowego od Sylveco to również się nie zawiodłam, skóra była wygładzona i przyjemna w dotyku. 
Ziaja kuracja dermatologiczna – użyłam, bo miałam, ani ja ani córka nie borykamy się z problemami skóry. Całą saszetkę wcisnęłam do wody, ale nie jestem wstanie określić czy ten jeden raz zadział na skórę dziecka. Wydaje mi się, że nie jest to wystarczająca ilość by cokolwiek powiedzieć o tym produkcie. Na pewno nas nie uczulił ;)  
Tak właśnie prezentują się zużycia minionych dni. Nie spodziewałam się, że uzbiera się tego aż tyle. Ale jak widać jest to możliwe, co wcześniej było dla mnie nie do pomyślenia. A może, macie ochotę na takie wpisy regularnie, np. raz w miesiącu? 
Jestem bardzo ciekawa czy znacie te produkty i jakie macie o nich zdanie. Dajcie koniecznie znać w komentarzu jeśli posiadacie swoje typy odnośnie produktów takich jak: balsam, żel pod prysznic czy krem do rąk. Chętnie wypróbuje coś czego jeszcze nie miała J


Do następnego! 


Zapachem przywołaj wiosnę | Moja kolekcja perfum

Zapachem przywołaj wiosnę | Moja kolekcja perfum


Wiosna może i kalendarzowa to pogoda za oknem raczej jeszcze nas nie rozpieszcza. Stare porzekadło mówi, ze W marcu jak w garncu, co możemy odczuć na własnej skórze. Znam tylko jeden sposób, aby na własnej skórze przywołać wiosnę nieco szybciej. A ten sposób to – Ulubione perfumy, bo przecież przy pomocy zmysłu węchu tak szybko kojarzymy ze sobą poszczególne wydarzeniaDziś przychodzę do Was ze swoją małą kolekcją perfum. Jeśli chcecie dowiedzieć się, które zapachy według mnie przywołują wiosnę i do jakich buteleczek chętnie powracam oraz dlaczego, zapraszam do dalszej części tekstu. W sumie zdjęcie zdradza wszystko (: Mimo to zapraszam niżej ...
Nie wiem czy 6 flakonów z ulubionymi perfumami to dużo czy też nie, ale właśnie taka ilość jest w moim posiadaniu i myślę, że na obecną chwilę nie potrzebuje robić więcej zakupów w tej dziedzinie. Zacznę od tych, które swoim zapachem przywołują na myśl ciepłe majowe dni. Są to zdecydowanie dwa zapachy.

L'Imperatrice D&G wiecie, pewnie każdy z nas ma taki zapach, który przywołuje od razu w pamięci określone wspomnienia. Ten to wspomnienie ubiegłego roku, a dokładniej mojej małej wycieczki ku miłości. Ciepły majowy weekend tylko dla Nas. Miejsce: bajeczny Londyn. To wspomnienie długo pozostanie w mej pamięci, a woń L’Imperatrice od Dolce&Gabbana już zawsze będzie kojarzyć mi się właśnie z tym beztroskim weekendem, który spędziliśmy razem z moim partnerem ♥ Perfum łączy w sobie egzotyczne owoce i zmysłowe kwiaty. Na zapach ten składają się między innymi rabarbar, kiwi oraz biały pieprz (nuty główne). Natomiast nuty serca to jaśmin i melon a podstawę tworzą piżmo, cytryna i wspomniane już drzewo sandałowe.
Oriflame Lucia to również zapach późnej wiosny, wszystko za sprawą zamkniętego w eleganckiej buteleczce zapachu białego bzu. To bardzo kwiatowy zapach, gdzie nutami głównymi są magnolia, mandarynka, czarna porzeczka. Nutami serca zaś hiacynt, róża fiołek, orchidea. Bez zamyka całą kompozycje i zdecydowanie najbardziej jest wyczuwalny. Zapach ten mogę nosić jedynie podczas wiosennych dni, jakoś nie nadaje mi się na całoroczne użytkowanie. Ostatnio zakupiłam kolejną buteleczkę i ubolewam, że nie jest dostępny w sprzedaży angielskiej.
Sheer Beauty Calvin Klein, jeśli chodzi o sam flakon to jestem zachwycona jego delikatnym kształtem. Buteleczka jest bardzo kobieca, idealnie leży w dłoni. Sam zapach to połączenie nut kwiatowych z drzewem sandałowym. Swoją drogą, zauważyłam, że wszystkie moje perfumy łączy to samo drzewo sandałowe. Pierwsze, co czuję podczas aplikacji Sheer Beauty to zdecydowanie porzeczka i brzoskwinia, po pewnym czasie zaczynają wydobywać się kolejne nuty zapachowe, jakimi są lilia, jaśmin i piwonia Słodkości nadaje im wanilia, która uwalnia się na samym końcu. Perfum długo utrzymuje się na skórze. Aczkolwiek mam go od niedawna w swojej kolekcji J

Pure 10 i 34 to kolekcja zapachów marki FM World. Jest to sprzedaż katalogowa, coś podobnego do Avon lub Oriflame. Należę do zespołu, ale tylko i wyłącznie by poznać kosmetyki. Dzięki czemu mam zniżkę i produkty tej marki mogę zakupić w cenach dla partnerów. 
Pure 10 bardzo przypomina mi Dior J’adore. Bardzo mocno wyczuwalna konwalia, co według mnie jest na plus, ale przywodzi na myśl płyn do mycia podług Ajax o tym zapachu – upss :D Podoba mi się ten zapach, ale jest jakiś taki mocno duszący, dopiero po znoszeniu i ulotnieniu staje się niewyczuwalny dla mojego nosa. Wybieram go raczej na jakieś konkretne okazje niż, na co dzień. 
Pure 34 słodko słodka słodycz. Dużo wanilii (: Przywodzi na myśl elegancję z nastoletnią kokieterią. Nadają się na każdą okazję. Często po nie sięgam. A oczami wyobraźni biegam wtedy boso po ogrodzie, w którym nie można opędzić się od pięknych kwiatów. Nutami głównymi są tutaj pieprz i hiacynt, które stopniowo uwalniają się i robią miejsce mocno wyczuwalnemu jaśminowi. Gdzieś pomiędzy słodyczą wyczuwalne jest orzeźwienie, to pewnie za sprawą cytryny. Obydwa te zapachy są długotrwałe. Warto dodać, że marka nie robi podróbek. To oryginalne zapachy Federico Machora, które swoim składem są bardzo zbliżone do rozsławianych zapachów zamkniętych w mega drogich flakonach.
Nuit Hugo Boss, och mój Boss – zdecydowany faworyt, wisienka na torcie mej małej kolekcji. Elegancki zapach, który dzięki swojej trwałości, towarzyszy mi przez cały dzień. Przywodzi na myśl jakąś czarującą noc, w której to właścicielka tych perfum jest księżniczką a wszystkie oczy skierowane są właśnie na nią. Wiem, wiem fantazja mnie poniosła :D Ale co ja poradzę, że czuję się jak księżniczka gdy towarzyszy mi w szarej rzeczywistości Nuit ... 
Swoją drogą, tworząc ten post dla Was zapoznałam się ze składem każdego z posiadanych przez siebie perfum i zauważyłam, że moje preferencje zapachowe krążą w tej samej tematyce. Drzewo sandałowe obecne niemal w każdym moim flakonie, tak samo jak piżmo, jaśmin czy cytryna. I powiem szczerze, że te kompozycje zapachowe leżą mi najbardziej. Wybierając perfumy nie czytam o nich, po prostu wącham i wtedy decyduje. Bo albo mi się coś podoba albo nie. Jak widać zmysł węchu nie zawodzi a upodobania są bardzo zbliżone do siebie. Chętnie dowiem się, jakie są wasze ulubione zapachy. I pochwalcie się ile sztuk liczy Wasza kolekcja J

P.s mam dla Was link do sklepu, gdzie trzy perfumy z mojej listy możecie zakupić w naprawdę niskich cenach (wystarczy kliknąć w nazwę)


Pure 10 Pure 34 - płatność w PLN
Pure 10 Pure 34 - płatność GBP

Claresa - lakiery hybrydowe | Nowości w kuferku

Claresa - lakiery hybrydowe | Nowości w kuferku

Ostatnio wpadła mi kolejna przesyłka od zaprzyjaźnionej firmy Claresa. Jako że moje paznokcie u dłoni są w lekkiej regeneracji postanowiłam przetestować nowości na paznokciach u stóp. Przecież stopy to część naszego ciała, to, że, na co dzień i w dodatku w okresie jesienno zimowym nie są eksponowane to nie znaczy, że mogą zostać zapomniane. Warto dbać o stopy przez cały rok, bez względu na panującą pogodę za oknem. Poza tym pomalowane pazurki stóp wydają się takie kobiece i subtelne bez względu na porę roku. A ja lubię czuć się dobrze we własnym ciele zawsze
Tym razem marka przesłała mi 3 kolory, oliwkę do skórek, podkładkę do robienia zdjęć naszym stylizacjom oraz parę pilników wraz z podstawką do telefonu. Jeśli chodzi o samą przesyłkę, tym razem nie zastałam w niej ani miłego liściku ani też ładnie zapakowanych produktów. A szkoda, bo to oko cieszy i w sercu tak jakoś raźniej. Produkty były po prostu zawinięte w folie bąbelkową i przesłane w kopercie.
Byłam bardzo ciekawa tych produktów. O pierwszej tego typu przesyłce pisałam Wam tutaj - klik Mogliście tam przeczytać, o moim wysokim poziomie zażenowania pędzelkami w tych lakierach. Z tego też względu w miarę możliwości szybko zabrałam się za malowanie i testowanie. Już podczas ubarwiania swojego wzornika zauważyłam, że pędzelki są jakieś inne. Ale czy lepsze niż ostatnio? O tym zadecydował ostateczny test, czyli malowanie po płytce paznokcia. Byłam w szoku, że struktura pędzla a raczej jego włosia różni się od poprzednich. Jest o wiele bardziej miększa, ale jeszcze nie tak bardzo jakby mi to pasowało. I od razu mówię nie jest to przyzwyczajenie. Nie używałam lakierów z pierwszej przesyłki do wykonania dziesiątek stylizacji.
Cuticle Oil Honey Touch mleko i miód oliwka do skórek o bardzo intensywnym  i przyjemnym zapachu. Zmiękcza i nawilża skórki wokół paznokci na długie godziny. Stosowałam ją u dłoni codziennie przez dwa tygodnie. Najdrobniejsze przesuszenia zniknęły, a nieestetyczne zadziorki już się nie pokazały. Gorąco polecam Wam ten produkt. Moje skórki w delikatny sposób były rzeczywiście nawilżone i zmiękczone. Nie musi służyć jedynie do wykończenia stylizacji a do ogólnej pielęgnacji Waszych paznokci. Oliwka poprawia kondycję skórek przy paznokciach.

Moja mini kolekcja lakierów hybrydowych tej marki pomalutku się powiększa. Poniżej na zdjęciu prezentuje Wam wszystkie jakie posiadam na obecną chwilę. Trzy pierwsze są z poprzedniej przesyłki. Kolejne trzy – to obecne nowości w moim kuferku. Wiecie co mi się w nich spodobało od razu poza kolorystyką? Nezewnictwo poszczególnych kolorów. Sami powiedzcie czy nie są pomysłowe.
Od lewej: 
Grey Crocodile, Grey Mouse, Pink Blink – o tych kolorach mogliście poczytać TUTAJ

Pink Mouse - ostatnimi czasy jestem zauroczona perłowymi kolorami. A że wiosna do nas zawitała, to i tym razem postanowiłam upiększyć swoje paznokcie u stóp właśnie tym kolorem. Idealne krycie uzyskałam nakładając dwie warstwy lakieru, nie pozostawiał smug ani nieestetycznych zacieków. Rozprowadzał się naprawdę dobrze.

Pink Frog – kolor z tych bardziej neonowych. Odpowiednio gęsty i równie łatwy w aplikacji jak dwa pozostałe kolry marki Claresa. Idealnie nada się na ciepłe słoneczne dni. Bardzo podoba mi się ten odcień, w moim kuferku dotychczas był tylko jeden neonowy lakier. 

Grey Rabbit, – jeśli miałabym ukazać swojego faworyta z tej trójki byłby to właśnie Szary królik. Piękny odcień szarości, łatwość aplikacji i krycie już przy pierwszej warstwie.

Pilniczki, jakie otrzymałam to te z gradacją 100/180 i 180/240 szczerze to nie widziałam różnicy między ziarnami. Produkt jest dość miękki i pęka przy najmniejszym wygięciu go. Jeśli chodzi o opiłowanie naturalnej płytki paznokcia to sobie znakomicie dają radę. Generalnie jestem przyzwyczajona do dość solidnych, mocnych i grubych pilników. Te od Claresa są zdecydowanie delikatniejsze, ale nie są najgorsze. Jako że paznokcie u dłoni są w regeneracji idealnie opiłowują ich wolny brzeg.
OGÓLNA OPINIA O PRZYSŁANYCH PRODUKTACH
Przyznaję z ręką na sercu, że z lakierów hybrydowych tym razem jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona. Pod każdym względem, czy to kolorystycznym czy jakościowym. Pędzelek sunie po płytce bez większych problemów. Krycie poszczególnych kolorów nie przysparza kłopotów, zamierzony efekt osiągamy po dwóch warstwach. Te hybrydy od Claresa nie pozostawiają smug ani zacieków na paznokciach. W buteleczkach nie zauważyłam jakiś niechcianych pyłków, które utrudniłyby ich aplikację. Jeśli chodzi o ten zestaw lakierów a poprzedni, to jestem miło zaskoczona, te już nie są tak gęste jak pierwsze trzy, które otrzymałam od firmy, – co działa na duży plus. Odniosłam wrażenie, że produkt jest zdecydowanie lepiej wyważony. Są to lakiery hybrydowe bardzo mocno napigmentowane, a taka kolej rzeczy zdecydowanie przypada mi do gustu :)


Do następnego! 

Copyright © 2014 Simpliko , Blogger