Miesięczny przegląd maseczek do twarzy | kwiecień i maj

Miesięczny przegląd maseczek do twarzy | kwiecień i maj

Ja to jestem agent! Posty o maseczkach do twarzy miały pojawiać się co miesiąc a tutaj zaległości mi się narobiły. W dzisiejszym wpisie ogarnę dwa w jednym. Będzie to rzut na maseczki, które towarzyszyły mi i w kwietniu, i w maju. Generalnie długo tych cykli nie pociągnę. Czerwiec to przełom – wyznaczyłam sobie cel, by jak najszybciej wykończyć swoje zapasy wszelkich kosmetyków. A maseczki w saszetkach już mnie aż tak nie cieszą. Mam kilka swoich ulubionych, do których będę z pewnością wracać. No, ale w koło Macieja nie będę Wami pisała o tym samym. Może z końcem wakacji lub z początkiem października pożegnamy Miesięczny przegląd maseczek do twarzy – taki jest plan, ale co z tego wyjdzie to się jeszcze okaże. Przepraszam Was za brak regularnych wpisów, obiecuję popracować nad tym i nad sobą bardziej… Zabieram się, zatem do działania. 
W tych dwóch miesiącach towarzyszyły mi trzy maseczki pełnowymiarowe i to właśnie od ich opisania rozpocznę. Wskażę też wam mojego faworyta w tych zestawieniach. Ciekawi, która maska skradła moje serce? Zapraszam zatem do poznania mojej opinii. 
Bania Agafii, Maska do twarzy liftingująco – tonizująca Hmmmm co by tu dużo napisać? Maseczka, która nie jest dla mnie. Poza pozostawieniem po sobie rumieńca na mej twarzy nie robi kompletnie nic. Po nałożeniu uczucie mrowienia i chyba była to reakcja organizmu na któryś ze składników. Maska miała za zadanie liftingowa, tonizować, oczyszczać i wyrównywać koloryt skóry. W rzeczywistości nic poza odświeżeniem nie czułam. Wspomniany rumień po 30 minutach zszedł z twarzy. Wcześniejsze zaczerwienienia minimalnie zmniejszone. Konsystencja maseczki jest rzadka, trudno było nanieść na twarz większą jej ilość przez jej „wodnistość”. Po nałożeniu pozostaje na swoim miejscu, nie ścieka z buzi.  Opakowanie wystarcza spokojnie na kilka użyć, plus za zamykanie przy pomocy nakrętki. Zapach bardzo przyjemny, przywodzi na myśl polne kwiaty i zioła. Nie wykorzystam jej drugi raz na twarz. Macie jakieś pomysł, aby produkt się nie zmarnował? Myślałam nad wykorzystaniem jej, jako maski do stóp (: 
Odżywcza maska-peeling regenerująca do twarzy marki Tołpa to produkt, który kupiłam w ciemno, bez zastanowienia się. Nie specjalnie jestem fanką produktów 2w1 ale w tym przypadku moje obawy związane z taką kombinacją kosmetyczną okazały się bezpodstawne. Używam tej maski tak jak zaleca producent, czyli najpierw wykonuję peeling, następnie pozostawiam produkt na swojej twarzy około 10-15 minut. I przyznać muszę, że to mega praktyczne. Drobinki w niej zawarte, są dość spore, o nieregularnym kształcie, ale zarazem delikatne i łagodne, nie podrażniły mojej skóry. Całość produktu jest konsystencji kremowej, co pozwala na łatwą aplikację. Po wykonaniu zalecanego peelingu maska pozostaje na swoim miejscu do momentu zmycia. Usunięcie jej z twarzy przy pomocy letniej wody jest stosunkowo proste i bezproblemowe. Muszę Wam napisać, że najbardziej urzekł mnie jej zapach, który jest intensywny, ale nie chemiczny czy sztuczny. To bardzo przyjemna woń, która towarzyszy nam jeszcze ładnych kilkadziesiąt minut od zmycia produktu z twarzy. Moja skóra po użyciu maski z czarnej róży jest miękka, delikatna i dobrze odżywiona. Jak już wspomniałam, produkt nie podrażnił ani też nie uczulił. Warto dodać, że delikatnie ujednolica kolor na buzi. Przeważnie mam kilka czerwonych plam na policzkach czy brodzie i czubku nosa. Po zastosowaniu tej maski moja cera jest uspokojona, a wspomniany kolor wyrównany. Przeznaczona jest do cery wrażliwej, suchej i bardzo suchej. W połączeniu z łagodzącym kremem z Vianka tworzy na mej buzi wyczuwalną, delikatną warstwę ochronną. Dla mnie to produkt, po który warto sięgnąć i ja z pewnością jeszcze to zrobię ;)
Kolejny produkt typu Peeling / Maseczka z Wiesiołka OlVita to produkt przeznaczony do każdego typu cery. Jest to maseczka/peeling w formie sypkiej i należy połączyć ją z pewnym nośnikiem. Ja przeważnie używam do tego oliwy z oliwek tłoczonej na zimno. Jak sama nazwa mówi możemy używać tego produktu zamiennie i w zależności od naszych potrzeb. Stosowany w pielęgnacji ciała, jako peeling, wspomaga walkę z cellulitem. Stosowany jako maseczka na twarz, szyję i dekolt bardzo delikatnie złuszcza i odżywia skórę bez większych podrażnień. Wiadomo, po użyciu, jako peeling, skóra w danym miejscu będzie nieco zaczerwieniona, ale szybko wraca do normalności. Zmniejszonego cellulit nie zauważyłam, ale fajne ujędrnienie można odczuć. Przeważnie po nałożeniu maseczki na twarz, zawsze na sam koniec wykonuję delikatny masaż, by dodatkowo złuszczyć martwy naskórek. Produkt wspomaga nasze mikrokrążenie i przywraca skórze piękny, zdrowy wygląd, dzięki rozjaśnieniu poszczególnych partii na twarzy. Bardzo się z nią polubiłam i generalnie nie sądziłam, że tak się stanie. Troszkę dużo przy niej roboty, ale jak już dojdziemy do wprawy to praca z nią jest czystą przyjemnością. No! Może nie taką czystą, bo bałagan ładny pozostawia po sobie w wannie, ale idzie przeżyć J
I czas na saszetkowe cuda od marki Perfecta Express Mask Multiodżywienie. Uwierzcie mi, że to bardzo odżywcza maseczka na twarz szyję i dekolt. Nie tylko działanie, ale i jej przepiękny zapach miodu manuka i słodkich migdał zachęca by do niej wracać. I ja z pewnością to zrobię. A nawet robię to wciąż. Użyłam jej kilka razy i w cale nie żałuję wydanych złotówek na ten produkt. Bardzo głęboko nawilża i odżywia. Można stosować ją praktycznie codziennie i w dodatku zamiast kremu na noc. Właśnie tak było w moim przypadku. Nakładam ją sobie zawsze na twarz szyję i dekolt. Pozwalam składnikom działać a sama leżę plackiem na łóżku i sobie chilluje, Wsłuchując się wtedy we własne ciało – wiecie jakiś taki dziwny stan w tedy mnie dopada :D Ale dobra, do rzeczy! Maseczka Multiodżywienie przeznaczona jest do cery suchej, odwodnionej i zmęczonej. Po zalecanych 15 minutach wmasowuję pozostałości maseczki w swoją twarz, wykonując przy tym delikatny masaż. Od dołu ku górze. Muszę jednak zaznaczyć by nie trzymać jej dłużej niż zalecane 20 minut, gdyż nadmiar maseczki zastyga tworząc delikatną jakby skorupę, którą trudno się rozsmarowuje czy ściera z buzi. Produkt ten bardzo mocno ujędrnia naszą skórę, dogłębnie odżywia, regeneruje i poprawia jej elastyczność. Masaż plus maska duet idealny na wieczorny relaks ;) Rano cera jest promienna i rozjaśniona. Również odpowiednio nawilżona. Czy ta maska występuje w jakimś większym wymiarze? Chętnie zaopatrzę się w jej zapas tak samo jak z miłą chęcią postawiłabym na swojej łazienkowej półce pełnowymiarowe opakowanie nowej wersji tej maseczki. 
Zawsze staram się aplikować na twarz całość danej saszetki, nigdy nie zostawiam jej na kolejny raz. Mam wrażenie, że składniki wietrzeją czy utleniają się w kontakcie z powietrzem czy też wilgocią łazienkową i po prostu tracą swoje cenne składniki. Jeśli uznaję, że jest takiego produktu za dużo po prostu wylewam resztę do zlewu. Co tak właściwie jest rzadkością ;) Przyznać muszę, że te maseczki w saszetkach marki Perfecta, a raczej wersja u góry są bardzo wydajne.
O głębokie nawilżenie zadba z pewnością Maseczka ampułka hialuronowa wspomnianej wyżej marki Perfecta oraz maseczka marki Rival de Loop, Hydro Booster Maseczka nawilżająca z Hialuronem i Aloesem. Są to maseczki, które nakładam na twarz tuż przed snem. Po 15 minutach wsmarowuję pozostałą ilość produktu. Nie nakładam dodatkowo żadnego kremu. Rano skóra jest nawilżona i przyjemnie miękka w dotyku. W obydwu przypadkach konsystencja maseczki jest bardzo lekka a formuła kremowa. Nie ściekają z twarzy. Pamiętam, że pierwszy raz użyłam tej z Perfecty na twarz i dekolt, gdy słońce za bardzo się ze mną zaprzyjaźniło. Bardzo głęboko nawilżyła, niwelując uczucie pieczenia i przesuszonej skóry. Warto dodać, że produkt przyjemnie chłodzi i odświeża. Z pewnością polecam. Maseczka z Rival de Loop balansuje na tym samym poziomie co maseczka z Perfecty, bynajmniej takie jest moje zdanie. Mają porównywalnie takie same działanie i tak samo się z nimi zaprzyjaźniłam, więc bez większego znaczenia jest dla mnie to, po którą z nich sięgnę, gdy potrzebuję nawilżyć swoją skórę na buzi. Obie w takim samym stopniu polecam :)
Perfecta Express mask rozświetlenie, co za badziew! Serio wam mówię, gorszego produktu chyba nie miałam. Ale po kolei. Producent obiecuje nam, że jest to produkt „do skóry z oznakami zmęczenia, stresu i niedotlenienia, bez ograniczenia wieku. Idealna jako S.O.S. przed wyjściem. Do stosowania na twarz i pod oczy. Zawiera złoto 24 - karatowe i kwas hialuronowy. Regeneruje i wygładza skórę oraz zapewnia jej zdrowy koloryt. Dyskretnie rozświetla cerę maskując cienie i oznaki zmęczenia. Maseczka niezmywalna, pod makijaż.” I na obietnicy się kończy. Twarz po jej nałożeniu mieni się jakby sypnięta brokatem. Cera jest wysusza i powiedziałabym, że na maxa przesuszona. Ta maseczka w ogóle nie robi nic pożytecznego. Z przykrością ale nie polecam! 
Rival de loop Przeciwzmarszczkowa maseczka pod oczy to produkt, o którym ciężko wyrobić mi sobie jakąś opinię. Tak do końca nie wiem czy działa jak powinien. Ale w moim przypadku to może tylko botoks pomoże? Konsystencja lekkiego kremu. Pozostawia po sobie lepkiej warstwy i tłustą warstwę. Zmarszczek mi nie zniwelowała, ale przyjemnie nawilża i delikatnie napina skórę wokół oczu. Jedna saszetka podzielona jest na cztery mniejsze, co daje nam możliwość czterech aplikacji. Jak dla mnie tego produktu w jednej takiej przegródce jest stanowczo za dużo i bez obaw, (jeśli oczywiście tak robicie, bo jak wiecie ja nie) wystarczy wam na dwa razy. Więc według moich wyliczeń jedno opakowanie przeznaczone powinno być na 8 a nie na 4 aplikacje. Maseczka nie podrażniła mojej skóry wokół oczu. Po kilkunastu minutach nadmiar wmasowuje/wklepałam.
Tak prezentuje się dwumiesięczny przegląd maseczek do twarzy w moim wykonaniu. Czy znasz te produkty do pielęgnacji buzi? Może z którąś z nich również się zaprzyjaźniłeś albo masz zupełnie inne zdanie na temat danej maseczki? Chętnie poznam Twoją opinię, którą możesz zostawić w komentarzu pod tym postem. Będzie mi bardzo miło :)

Claresa Lakiery hybrydowe | Kolejne nowości w kuferku

Claresa Lakiery hybrydowe | Kolejne nowości w kuferku


Z góry chciałabym Was przeprosić za brak nowych postów. Ale jakoś tak miałam chwilowy spadek mocy i wiary w to, co robię. Przeszło mi nawet przez głowę, aby rzucić to w diabły. Ale przecież pisanie dla Was i prowadzenie bloga sprawia mi bardzo dużo satysfakcji, więc resztkami wiary podnoszę się niczym feniks z popiołu i skrobię zaległe posty, które czekają w kolejce do publikacji. Na maj miałam zaplanowanych chyba 6 postów, które nie wyszły. Ba! Nawet ich nie napisała (może poza jednym), no poza tytułami. Co robię zawszę wtedy, gdy najdzie mnie jakiś pomysł, który chciałabym opisać. Tak też mam dla Was dzisiaj, po długim milczeniu, nowy post, na który serdecznie zapraszam.

W moim kuferku pojawiły się ostatnio nowe lakiery hybrydowe. No, nie takie ostatnio. Bo przecież paczka przyszła do mnie z początkiem maja, a tutaj za chwilę połowa czerwca pyknie. Nie mniej jednak dostałam trzecią i zarazem ostatnią paczkę od firmy Claresa w ramach naszej współpracy. Co nie zmienia faktu, że sama sobie czegoś nie zamówię i w sumie tak też zrobiłam. Ale o tym następnym razem.
Dziś chciałabym Wam pokazać, co znalazło się w przesyłce od tej marki. Były to trzy lakiery o bardzo pięknych kolorach. Trafili w me gusta.  Claresa z tego, co zauważyłam zaczęła wyprzedaż tych lakierów, jakie otrzymywałam dotychczas. Tym razem przyszły do mnie trzy buteleczki w nowej odsłonie. Kolor widoczny jak na dłoni pozwala na zobaczenie rzeczywistego koloru już na wieczku naszej buteleczki, nie musimy odkręcać by sprawdzić, co faktycznie siedzi w środku. Spotkałam się z tym w sumie pierwszy raz. Ale na dziś już wiem, że inne marki też zaczęły praktykować taki trend. I przyznać trzeba, że to mega praktyczne rozwiązanie, z racji tego, iż etykiety przeważnie nie oddawały pełni koloru lub różniły się zupełnie od zawartości.
Co do samych lakierów. Jak już wcześniej wspomniałam, w przesyłce otrzymałam trzy piękne kolory, które całkowicie do mnie przemawiają. Nudziak, czerwień i neon (idealny na nadchodzący sezon letni) Trio od zadań specjalnych. Tym razem na buteleczce nie przywitały mnie dziwaczne a zarazem oryginalne nazwy poszczególnych kolorów.  Marka postawiła na prostotę, jeśli chodzi o nazewnictwo owej kolekcji i tak na opakowaniu widnieją następujące nazwy 107 Nude 523 Pink 438 Red. Jak dla mnie jest to swoją drogą bardziej praktyczne. Jakoś głowę do cyferek mam, gorzej z pełnymi nazwami czy nazwiskami.

Lakiery są bardzo dobrze wyważone, jeśli chodzi o konsystencję. Nie za gęste, (co można było zauważyć w tych ze starej edycji) ani też nie za rzadkie. Bardzo dobrze napigmentowane a pełne krycie uzyskujemy po dwóch aplikacjach. Co do pędzelka, które tak bardzo przeszkadzały mi wcześniej, zauważyłam że również zmienili jego strukturę. Tym razem pędzelek w każdym z otrzymanych lakierów był szczuplejszy, dłuższy i nie taki sztywny (czyżby firma wzięła moje postulaty pod uwagę ? :D)  Warto dodać, że produkt zamknięty jest w bardzo eleganckiej buteleczce. Zdecydowanie jest to wizualnie lepsze opakowanie niż te poprzednie. Czarna, szklana struktura mieści w sobie 5 ml lakieru. Generalnie zmiana na duży plus.
Poprzednie wpisy o lakierach tej marki możecie znaleźć w następujących linkach J


CLARESALAKIERY HYBRYDOWE

Poniżej znajdują się stylizacje paznokci z moimi faworytami z tej przesyłki. Osoby, które śledzą mnie na Instagramie mogły już zapoznać się z tymi typami. Jeśli nie ma Ciebie ze mną tam to z całego serca zapraszam SIMPLIKO
Ponadto mam dla Was małą niespodziankę, jeśli chcielibyście skusić się na zakup tych lakierów, możecie zarejestrować się jako konsultantka by otrzymać je w niskiej cenie. Obecnie kosztują na stronie producenta 16,90 zł co w sumie nie jest wygórowaną ceną. Ale jeśli chciałabyś dostać je za 11 złoty wystarczy, że ZAREJESTRUJESZSIĘ, a później aktywujesz konto przez otrzymanego maila. Będziesz mogła skorzystać nie tylko z lakierów hybrydowych tej marki. W ofercie znajdziesz produkty do pielęgnacji ciała, zwykłe lakiery czy akcesoria do stylizacji paznokci. Polecam!

Czy poznałaś już lakiery hybrydowe Claresa? Miałaś okazję na nich pracować? Podziel się w komentarzu swoimi przemyśleniami odnośnie tej marki, chętnie poznam Twoje zdanie.

Denko, czyli było minęło | No3

Denko, czyli było minęło | No3


Cześć i czołem! Przychodzę do Was dziś z kolejnym Projektem denko, czyli było minęło. Ciekawe swoją drogą czy powróci (?) Od ostatniego czasu nie zużyłam zbyt dużej ilości produktów, nie mniej jednak coś tam dobiło do dna. Zapraszam zatem na dawkę szybkich i krótkich recenzji o produktach kosmetycznych. Dodam, że będzie to tylko zakres produktów do pielęgnacji ciała. Poprzednie wpisy z tej serii możecie podejrzeć w linkach poniżej, gdzie Was serdecznie zapraszam



Przechodząc do produktów zużytych w minionym czasie. Są to trzy produkty pełno wymiarowe i kilka saszetek. Zapraszam do dalszej części tekstu.
Avon senses sensual mystiue uwielbiam te mydła do dłoni za ich zapach, który utrzymuje się stosunkowo długo po umyciu dłoni. Dostępne są w regularnej cenie jak i w częstej promocji. Nie powoduje podrażnień, nie wysusza. Występują w 5 zapachach. W łazience za moment skończy się kolejne opakowanie, ale nie martwię się, gdyż na półce stoi i czeka na swoją kolej następne.
Swojego czasu zapisałam się do grupy FM World, tak by mieć dostęp do tańszych perfum czy innych produktów tej marki. Poza perfumami skusiłam się na razie na jeden produkt do pielęgnacji i była to Emulsja do higieny intymne od Federico Mahora seria Aloe Vera. Konsystencja kremowa, troszkę galaretowata. Zapach dość chemiczny. Przesadzony. Na szczęście nie powodował uczuleń ani podrażnień. Irytowało mnie jego użycie. Za każdym razem musiałam napompować pompkę by produkt wydostał się na zewnątrz. Nie mogłam doczekać się aż się skończy. Nie wrócę do nie go z pewnością.
Kolejny pełnowymiarowy produkt, który udało mi się zużyć w ostatnim czasie to Multimodeling od Ziaja. O produkcie do walki z rozstępami pisałam Wam w osobnym poście, gdzie Was odsyłam, aby tematu nie powielać  Reduktor pierwszych różowych rozstępów i rozstępów trwałych marki Ziaja
Chemax3 preparat do czyszczenia okularów. Generalnie nie jest to nic do pielęgnacji ciała, ale jako że z okularami się nie rozstaję i płacę za nie duże pieniądze, to staram się o nie dbać by służyły mi ja najdłużej. Odkąd jestem ich posiadaczką, stawiam na przejrzyste spojrzenie. Nie lubię ciapek na szkłach. Ograniczają pole widzenia i czuję duży dyskomfort. Stawiam na ten preparat polecany przez moją panią Optyk (pozdrawiam serdecznie J) plus chusteczki bawełniane, które zawsze mogę nabyć w swoim salonie optycznym. Ten duet sprawia się idealnie. Radzi sobie z każdym zabrudzeniem, nie rysując przy tym szkieł!
Kolejne produkty marki Ziaja Maska i peeling z serii Kozie Mleko, nad którym zachwycałam się we wpisie Pielęgnacja dłoni - moi ulubieńcy | Vianek, Ziaja, Neutrogena Generalnie polecam!
I znowu Ziaja, próbka Kuracja dermatologiczna formuła z witaminą C+HA\P użyłam na noc. Szybko się wchłania, przyjemnie pachnie i pozostawia skórę nawilżoną przez całą noc. Ma również fajną konsystencję, niby gęsta a jednak nie obciąża. Myślę, że mogę skusić się na pełnowymiarowe opakowanie tego produktu.
Wulkaniczny peeling i maska do stóp DAX Cosmetics – hmmmm ciężko stwierdzić czy te produkty w ogóle działają. Peeling bardzo drobny. Prawie z ledwością wyczuwałam w nim ów drobinki. Maska sama w sobie jak maska, nawilża ale nie spektakularnie. Powiedziałabym, że są to raczej średnie produkty do pielęgnacji stóp. Oczekiwałam większego efektu.
To na tyle, jeśli chodzi o produkty, które dobiły dna w ostatnim czasie… Pisałam Wam kiedyś, że u mnie to dużo w tych postach do czytania nie będzie ze względu na fakt, że strasznie powoli zużywam swoje kosmetyki. Nie dlatego że ich nie używam, a dlatego że stosuje je z umiarem.
Daj mi konieczne znać w komentarzu

czy znasz produkty z dzisiejszego projektu denko?

Reduktor pierwszych różowych rozstępów i rozstępów trwałych | Ziaja multimodeling

Reduktor pierwszych różowych rozstępów i rozstępów trwałych | Ziaja multimodeling

Problem z rozstępami pokazał się u mnie dopiero po porodzie, wcześniej taki stan rzeczy mnie nie dotyczył. Ale co się dziwić, przybrało mi się wtedy jakieś 25kilo K Gdy ciało wydało na świat dziecko zmieniło się radykalnie. Wiecie cyc już nie ten, co wcześniej, skóra na brzuchu jakaś taka zwiotczała i te straszne rozstępy … Tak też staram się walczyć z tymi niechcianymi prążkami (jak i cellulit zwalczam namiętnie na siłce) na takich partiach ciała jak brzuch czy piersi, (bo tam ich najwięcej) Posiłkuję się kosmetykami, które są do tego przeznaczone i tym sposobem wpadł w moje ręce Reduktor pierwszych różowych rozstępów i rozstępów trwałych marki Ziaja Czy zdał egzamin? Przekonasz się o tym w dalszej części tekstu.
OD PRODUCENTA

Produkt Multimodeling łączy w sobie działanie substancji o różnych funkcjach z zakresu kosmetologii i dermatologii. Zawiera składniki zmniejszające każdy rodzaj rozstępów, zarówno pierwszych - koloru różowego jak i trwałych. Odpowiedni również dla kobiet po porodzie.  
Forskolina z pokrzywy – wyszczuplanie. Zmniejsza cellulit, poprawia mikrorzeźbę skóry ciał
Hydroxyprolina - redukcja rozstępów: stymuluje syntezę kolagenu i elastyny, zwiększa spoistość tkanki łącznej. Intensywnie rozjaśnia oraz wyraźnie zmniejsza rozstępy.
Olej jojoba, alantiona - regeneracja: przyspiesza procesy gojenia oraz odnowy naskórka. Wzmacnia strukturę cementu międzykomórkowego. 

MOJA OPINIA NA TEMAT PRODUKTU MULTIMODELING

Na opakowaniu zalecane jest wsmarowanie niewielkiej ilości produktu w miejsca z widocznym problemem. W moim przypadku były to piersi i dolna część brzucha, ta partia pod pępkiem. Multimodeling stosowałam sumiennie każdego dnia zaraz po kąpieli. Zdenkowanie go zajęło mi jakieś dwa miesiące. Nie opuściłam ani jednego dnia. Konsystencja jest kremowo – żelowa. Powiedziałabym, że to takie lekkie serum. Przyjemnie pachnie i jest mega wydajny. Niewielka ilość wystarczyłaby pokryć moje piersi i brzuch. Szybko się wchłania, co jest dużym plusem. Pozostawia skórę wygładzoną i bardzo miękką, a w dodatku nawilżoną przez długie godziny. Jeśli chodzi o jego działanie to muszę powiedzieć, że rozstępy jak były tak nadal są na moim ciele. I raczej nie ma, co się oszukiwać – one już nigdy nie zejdą. Mój partner nazywa rozstępy bliznami bitewnymi :D Ale przyznać należy, że te, które były fioletowe przez dłuższy okres, zanim zaczęłam stosować produktu marki Ziaja, zmieniły swój kolor i zbledły. Ponadto piersi stały się jędrniejsze a skóra w tym rejonie bardziej elastyczna, wygładzona i nawilżona.

Nie jestem ani negatywnie ani pozytywnie nastawiona do tego produktu. Nie uważam też, aby pieniądze zostały wyrzucone w błoto. Jako tako krem się spisał, ponieważ fioletowe prążki zmienił swoją barwę, co jest swojego rodzaju progresem. No ale nie zniknęły. Myślę, że jednak sięgnę po niego jeszcze kiedyś, ze względu na fakt, że mój biust po jego użyciu stał się jędrniejszy. A to przecież też zaleta :)

Znasz ten Multimodeling na rozstępy trwałe marki Ziaja? A może jesteś w stanie polecić mi coś innego? Może znasz produkt godny uwagi? Będę wdzięczna, jeśli zostawisz mi wiadomość w komentarzu pod dzisiejszym postem J

Bazy Semilac - moje porównanie

Bazy Semilac - moje porównanie


Przygodę z lakierami hybrydowymi zaczęłam już bardzo długi czas temu. Na mojej drodze pojawiały się produkty godne polecania oraz te, które nazywam bublami. Dziś chciałabym przedstawić Wam trzy bazy pod lakiery hybrydowe, które znam i stosuje bardzo często u siebie. Z marką Semilac jestem od samego początku swojej przygody. Od nich zamówiłam pierwszy zestaw do hybryd nie wiedząc jeszcze czy poniesie mnie flow. Na szczęście kasy w błoto nie wyrzuciłam a zestaw sprawuje się bez zarzutu po dziś dzień. A ja tylko dokupuję ich produkty do swojej kolekcji (:
Jakiś czas temu marka wydała nowy produkt o wdzięcznej nazwie Extend Base, jest to baza pod lakier hybrydowy, dzięki której możemy nadbudować oraz wyrównać płytkę paznokcia. Co najważniejsze jest samopoziomująca. Producent wymienia również w jej zaletach fakt, iż świetne nadaje się do przedłużenia płytki o jeden centymetr. Szczerze nie miała konieczności by to wypróbować, ale baza jest tak bardzo podobna swoją konsystencją do tej proteinowej z Indigo, że pewnie można tego dokonać. Jestem zachwycona tą bazą, ponieważ posiada cechę wzmacniającą i to się ceni. Dzięki niej można zapuścić nienaganne paznokcie. Jest bardzo gęsta, i należy ją z dokładnością aplikować. Przez swoją konsystencję jedno pociągnięcie pędzlem nie gwarantuje tego, że produkt naniesie się od skórek po wolny brzeg. W połowie płytki paznokcia tak jakby kończył się produkt, który mimo to ciągle jest na pędzelku. Generalnie mam problem by jednym ruchem pokryć długość i tak stosunkowo krótkiego paznokcia. Współgra w fantastyczny sposób z kolorowymi lakierami tej marki.
Semilac Base według mnie to standardowa baza pod lakiery hybrydowe. Utrzymuje się na paznokciach nawet do 4 tygodni. Konsystencja jest idealnie wywarzona i nie sprawia problemów w aplikacji. Jedno pociągnięcie pędzlem umożliwia naniesienie produktu na całą długość paznokcia. Wracam bardzo często do tej bazy i za każdym razem jestem zadowolona. Nie spotkałam się z żadnym rozczarowaniem z jej strony.
Pierwszym lakierem podkładowym, jaki zakupiłam była Vitamin Base. Zdecydowanie jest to bardzo średnia baza. Ma jakąś zmniejszoną przyczepność i po 4 dniach po prostu schodzi z moich paznokci. Czy u Ciebie jest tak samo? Nie zauważyłam też by paznokcie po jej zastosowaniu były w jakieś lepszej kondycji. Aczkolwiek używam jej wtedy, gdy wiem, że danego manicure nie chciałabym nosić za długo. Konsystencja bardzo rzadka w porównaniu z dwiema pozostałymi bazami od Semilac, jakie posiadam i znam.  Nie sprawia trudności w aplikacji. Nie ścieka na boki ani też nie „ucieka” z wolnego brzegu.
Moim faworytem z tych trzech baz jest zdecydowanie standardowa baza marki Semilac. Jeśli chodzi o aplikacje jest dziecinnie prosta. Druga z kolei to Extend Base przez gęstość i większy wysiłek w jej aplikacji. Ale mimo to uważam, że zasługuje na uznanie - to bardzo dobry produkt. Natomiast na samym końcu umiejscowiłam witaminową bazę przez wzgląd na jej trwałość. Niechętnie do niej wracam, jak wspomniałam raczej wtedy, gdy nie chcę danego koloru nosić zbyt długo i wiem, że po kilku dniach będzie konieczna zmiana.
Znasz te bazy od Semilac? A może masz ulubione, bez których nie obejdzie się Twój manicure? Podziel się proszę swoimi propozycjami w komentarzu bym mogła poznać, na czym bazujesz.

Szampony micelarne Nivea

Szampony micelarne Nivea

Dwa szampony - jedna marka. Od dłuższego czasu bacznie obserwuje ich działanie i przyznać muszę, że z tych dwóch, z pewnością wrócę tylko i wyłącznie do jednego szamponu od marki Nivea. Jeśli jesteś ciekawy, który z nich skradł moje serce i przypadł mi do gustu, zapraszam do zapoznania się z tekstem.

Ale po kolei, mój patent na te dwa produkty - pierwsze mycie oczyszczające, drugie mycie szampon wzmacniający. Następnie odżywka bardzo mocno nawilżająca. Bo wiecie, że włosy należy przy jednym myciu - myć dwa razy? No na pewno wiecie! Ja tę zasadę odkryłam stosunkowo niedawno, gdy miałam okazję rok temu pracować w salonie fryzjerskim mojej znajomej. Ona uświadomiła mnie w takim stanie rzeczy. A ja nie musiałam już się dłużej głowić, dlaczego za każdym razem, włosy po wyjściu od fryzjera są takie delikatne, nawilżone i przyjemne w dotyku. Cała tajemnica tkwi w fakcie, że włosy należy myć dwa razy podczas jednego zabiegu, a następnie nałożyć na nie odżywkę. Od tamtego momentu w taki właśnie sposób dbam o swoją czuprynę na głowie J
No dobra wracając do dwóch produktów ze zdjęcia. Używam od dłuższego czasu i zrobiłam małe rozeznanie. Oczywiście stosując je używam ich jednocześnie, ale przetestowałam też każdy z osobna.

Szampon wzmacniający faktycznie ma takie działanie. Wzmacnia i wygładza włosy. Odkąd stosuje nie mam problemów z łamliwymi włosami. Wcześniej kruszyły się i wyglądały nie estetycznie. Z łatwością rozprowadza się na włosach i nie ma problemu podczas rozczesywania ich. Zapach jest bardzo delikatny i wpisuje się w moje gusta. Włosy utrzymują się w świeżości do 3 dni. A w dotyku są zaskakująco miękkie choć nie nawilżone, należy użyć po nim odżywki aby uzupełnić braki. Odkąd  go używam zauważyłam mniejszą liczbę włosów, które wcześniej zostawały na szczotce czy w wannie po ich umyciu. Po prostu mniej włosów mi wypada.👌👍

Szampon głęboko oczyszczający - oczyszcza aż za bardzo! Włosy po nim są jakieś takie sztywne i szorstkie, w każdym bądź razie bardzo nie miłe w dotyku. Jest to dobra opcja na oczyszczenie raz w tygodniu (albo i nawet raz na dwa tygodnie) a nie przy każdym myciu. Odnoszę wrażenie jakby wysuszał włosy niż je oczyszczał. Zapach produktu jest również przyjemny, ta jak w pierwszym przypadku - taki odświeżający. Ale niestety efekt końcowy to nie moja bajka. Nie jest to produkt do moich włosów i pomimo iż w duecie dają radę to po ten szampon nie sięgnę drugi raz.

Po obydwu produktach należy nawilżyć bardzo mocno włosy. O czym już wspomniałam. Razem dają radę, osobno na moich włosach najlepiej sprawdza się wersja różowa, do której powrócę  Szampon oczyszczający również bardzo dobrze współgra z innymi moimi szamponami, jakie stosuję, tak więc nie będzie problemu by zużyć go do końca.

A czy Ty znasz te nowości od Nivea? Może u Ciebie sprawdziły się one inaczej niż u mnie? Koniecznie daj znać w komentarzu, który z nich to Twój faworyt, chętnie o tym poczytam

Copyright © 2014 Simpliko , Blogger