Szczotkowanie na sucho || Hit czy kit?


Ostatnio w sieci można zauważyć trend. Kobiety zwariowały na punkcie szczotkowania ciała na sucho. Przyznaję, że i ja zachęcona obiecującymi efektami, zakupiłam swoją prywatną szczotkę. Po drugiej ciąży moje ciało nie wygląda zbyt dobrze, a ja nie czując się dobrze sama ze sobą, dlatego też postanowiłam zaryzykować. Bo przecież zajęcie to nie jest zbyt wymagające. Ale od początku, czym jest szczotkowanie i jakie niesie ze sobą korzyści oraz czy tak naprawdę warte jest ono zachodu dowiecie się czytając tekst dalej.




Czym jest szczotkowanie ciała na sucho?

To nic innego jak jedna z wielu metod masażu ciała, która swe korzenie ma w Azji. Długo podchodziłam do tematu szczotkowania ciała i przyznaję, że wzbraniałam się jak tylko było to możliwe. Myślałam, że metoda ta przyniesie sporo bólu, a mój próg bólu jest bardzo niski i najzwyczajniej w świecie myślałam, że nie dam rady.

 

Jak wykonywać masaż na sucho?

Przede wszystkim należy zaopatrzyć się w szczotkę z naturalnym włosiem. Masaż może zastąpić nam peeling więc dobrze sprawdzi się wykonywanie go przed kąpielą. Najlepiej też, gdy poświęcisz temu około 10 minut w ciągu dnia. Choć nie musisz masować się codziennie. Pamiętaj jedynie

o systematyczności i regularności 😉 Swój masaż należy rozpocząć od stóp, kierując się ku górze własnego ciała. Na załączonym obrazku zostały przedstawione kierunki ruchu szczotką.                                                                                                 

Jakich efektów możemy się spodziewać po szczotkowaniu?

Szukając informacji w Internecie na temat tej metody napotkałam się na kilka zalet, które przekonały mnie, aby spróbować swoich sił w tej przygodzie. Całkiem pokaźna lista plusów, przemawiających za tym, aby spróbować czyż nie? 😉

Do najczęściej wymienianych zalety zaliczyć możemy:


  • redukcja cellulitu
  • wygładzenie skóry
  • ujędrnienie skóry
  • nawilżenie skóry
  • pozbycie się martwego naskórka
  • relaks
  • zwalczanie problemu wrastających włosków
  • poprawa krążenia krwi
  • zmniejszenie obrzęków nóg
  • pomoc przy bólach stawów
  • przywrócenie zdrowego kolorytu skóry
  • stymulacja układu limfatycznego
  • przeciwdziałanie rozstępom 


Oczywiście do masażu na sucho istnieją też przeciwskazania, jakie?


  • Skóra podrażniona, ze stanami zapalnymi,
  • Trądzik, łuszczyca,
  • Świeże blizny, rany
  • Pieprzyki i znamiona, które omijamy podczas masażu,
  • Żylaki,
  • Poparzenia skórne

Nie zapominajmy również o prawidłowym utrzymaniu naszej szczotki w czystości. Wystarczy raz w tygodniu umyć ją pod bieżącą wodą z dodatkiem mydła lub żelu do twarzy (ja tak robię). Dobrze wypłukać i pozostawić do wyschnięcia włosiem do dołu.

Teraz czas na moje wrażenia po stosowaniu szczotki przez ostatni miesiąc!

Jak już wspominałam, zabierałam się za to jak przysłowiowa sójka. Miałam bardzo dużo obaw związanych z tym czy jest to bezbolesny proces. Otóż moi drodzy nie ma nic gorszego niż uprzedzenia! Szczotkowanie na sucho nie przysparza żadnego bólu. Jedynie na samym początku, gdy ciało nie jest przyzwyczajone, możemy czuć dyskomfort, ale z pewnością nie jest to ból. Z wymienionych przeze mnie korzyści daję gwarancję gładkości skóry już po pierwszym użyciu i to jest niesamowite. Podczas używania szczotki, można zauważyć jak skóra niemal od razu zaczyna ‘sypać się’.  Zamieniłam wszystkie swoje peelingi na szczotkę! Poprawa krążenia krwi to kolejne co obserwuję po systematycznym stosowaniu masażu na sucho. Kiedyś potrzebowałam wziąć kąpiel w niemalże wrzątku. Obecnie satysfakcjonuje mnie letnia woda i to bardzo. Mam też swoje przypuszczenia, że szczotkowanie okolic brzucha pomaga w bólach menstruacyjnych, ale to jeszcze do potwierdzenia 😉 Obecnie walczę z nadmiarem kilogramów, cellulitem oraz rozstępami na brzuchu po ciąży. Jednak sama szczotka tego problemu nie załatwi. Pamiętaj o aktywności fizycznej, odpowiednim nawodnieniu ciała i zbilansowanej diecie. Wykonując powyższe czynności wspomagam się szczotkowaniem ciała i muszę przyznać że po dwóch miesiącach efekty są widoczne (nie tylko dla mnie 😉) Na samym początku przez dwa tygodnie używałam szczotki niemalże codziennie, obecnie wykonuje masaż na sucho 3/4 razy w tygodniu 😊

 

Kto z was szczotkuje ciało i może podzielić się swoimi spostrzeżeniami? Daj znać w komentarzu!

Kosmetyczne hity roku 2020 || Top 5

Przygotowałam dla Was dzisiaj wpis z pięcioma produktami, które pozytywnie mnie zaskoczyły w 2020 roku i zagoszczą na dłużej w mojej pielęgnacji. Jak dobrze wiesz, od jakiegoś czasu stawiam na poprawną pielęgnację swojego ciała, staram się też ograniczać zbędne wydatki na kosmetyki do zupełnego minimum. W 2020 roku odkryłam kilka całkiem ciekawych produktów kosmetycznych i chętnie się nimi z wami podzielę. Zatem, nie przeciągając dłużej zapraszam do dalszej części tekstu.


1.Wygładzające serum figowe Mokosh

Serum olejowe, tłoczone na zimno. Zapach tego produktu jest bardzo delikatny i przyjemny. Stosuje jedynie na noc, gdyż jest wysoce nawilżające i nie współpracuje z moim makijażem. Według mnie za ciężkie na dzień. Skóra rano wygląda na wypoczęta a jej koloryt jest wyrównany. Zdecydowanie spełnia swoją funkcję jaką jest wygładzenie. Bardzo mocno odżywia. To pierwsze serum olejowe z jakim miałam przyjemność zapoznać się ubiegłej jesieni. Nie zawiodłam się na nim pod żadnym względem. Nie podrażnił ani też nie spowodował zapchania porów. Z czystym sumieniem mogę polecić ten produkt każdej właścicielce skóry mieszanej z cerą wrażliwą.

 


2.Szampon hialuronowy micelarny Schwarzkopf

Produkt polecony przez moja fryzjerkę, który pokochałam niemal od razu. Od marca 2020 roku to jedyny szampon jaki gości w pielęgnacji moich włosów. W życiu nie miałam tak dobrego, wydajnego i skutecznego szamponu. Moje włosy jak i skóra głowy nie są zbyt problematyczne. Aczkolwiek bardzo szybko potrafiły się przetłuszczać u nasady. Produkt ten nie obciąża włosów. Odświeża i idealnie oczyszcza. Myje głowę zawsze dwukrotnie podczas każdego ich mycia. Mniej więcej dwa lub trzy razy w tygodniu. ta ogromna butelka wystarczyła mi na około 7,5miesiaca użytkowania. Zamieniłam drogeryjne szampony na ten micelarny od Schwarzkopf i nie żałuję. Oczywiście gdy tylko ten dobił do dna od razu kupiła kolejne opakowanie. (PS na stronie FRYZOMANIA jest obecnie promocja na ten szampon)

 

3. Nawilżający krem Hydrance Rich Avene 

Kupiłam go z myślą o porannej pielęgnacji, Niestety bardzo szybko okazał się być za 'ciężki' pod mój makijaż. Nie chcąc wyrzucać czy oddawać nowo co zakupionego produktu zdecydowałam, że będzie to krem na noc. I okazał się to super strzał w dziesiątkę! Krem ten dogłębnie nawilża i przywraca skórze odpowiednie odżywienie. Osoby borykające się z odwodnieniem mogą liczyć na pozytywne zaskoczenie przy użyciu tego produktu. Kilkukrotnie użyłam go w połączeniu ze wspomnianym już wygładzającym serum i to okazał się duet idealny. Skóra mojej twarzy po przebudzeniu dzięki kremowi od Avene jest miękka w dotyku i nawilżona na jeszcze długie godziny w ciągu dnia. 

 


4. Nawilżający balsam Aveeno

Jeśli chodzi o balsamy do ciała to jestem jakaś wybredna. Bardzo rzadko udaje znaleźć mi się balsam idealny, taki który spełni wszystkie moje oczekiwania. Przeszło trzy lata mieszkam w UK i ciężko było mi się przekonać do tutejszych kosmetyków. Ale chyba też po tym czasie dojrzałam by sięgnąć po produkt z tutejszej drogerii. Produkt przeznaczony dla osób o bardzo wrażliwej skórze, przebadany dermatologicznie. Zawiera drobno zmielone płatki owsiane, olej z owsa oraz wyciąg z owsa, jak i wyciąg z masła shea. Po wchłonięciu czuć, że skóra jest faktycznie odżywiona. A dogłębne nawilżenie towarzyszy nam do 24 godzin i to jest faktycznie prawda. Zapomniałam co to napięcie który spowodowane jej wysuszeniem. A po depilacji balsam ten nie podrażnia wrażliwych miejsc. Nieestetyczne czerwone krostki nie mają już miejsca. Balsam wchłania się w skórę błyskawicznie nie pozostawiając na niej lepkiego filmu - za co go pokochałam. Nie mazie się a na tym zależy mi przy wyborze takiego produktu! Na dzień dzisiejszy zastępuje mi również dwa kosmetyki. Nie dość, że pełni swoją funkcję do jakiej został stworzony, to używam go również w ciągu dnia by nawilżyć swoje dłonie. A w porannej pielęgnacji stosuję pod makijaż ;) Pomimo składników z owsa jego zapach jest praktycznie niewyczuwalny. Bez wątpliwości sięgnę po inne produkty tej marki :)

 

5.Naturalny dezodorant w kremie 4Szpaki

I tutaj chyba hit hitów - Kremowa, gęsta i elastyczna konsystencja dezodorantu przypomina bardziej pastę niż krem. Nigdy dotąd nie miałam styczności z produktem o takiej strukturze. Z łatwością się rozprowadza. Nie musi się wchłaniać. Ten produkt automatycznie wtapia się w skórę. Bez większych obaw, że ubrudzimy nasze ciuchy, możemy od razu je ubrać. Ten dezodorant dzięki swojej konsystencji jest produktem suchym. Z pewnością pozostawia świeżość przez wiele godzin. Neutralizując nieprzyjemny zapach. A więcej na jego temat możecie przeczytać we wpisie Kosmetyki marki cztery szpaki który napisałam dla Was kilka miesięcy temu.

 

Masz swoje kosmetyczne hity, których nie zamienisz na nic innego i którymi chciałabyś się podzielić z innymi? Koniecznie zostaw komentarz pod tym wpisem bym mogła zapoznać się z Twoimi ulubieńcami roku 2020 :)

Kosmetyki marki Cztery Szpaki


Witajcie Kochani! 

Ależ powiało pustką na blogu. Ostatnio długo nic tutaj nie publikowałam., Mam nadzieję, że wybaczycie mi moją nieobecność. Dzisiaj przychodzę do Was z kosmetycznymi nowinkami, które miałam możliwość w ostatnim czasie nabyć. Zapraszam do lektury. Poznacie moją opinię na temat naturalnych kosmetyków marki 4Szpaki, które w ostatnim czasie przyleciały do mnie prosto z Polski.


Peeling Róża i Baobab o bardzo przyjemny a zarazem intensywnym, orzeźwiający zapach. Jest peelingiem gruboziarnistym, stosunkowo mocno ostrym. To zupełna nowość w mojej kosmetyczce. Przeważnie wybieram peelingi cukrowe o delikatnych drobinkach, tak by nie podrażniały mojej skóry Ten produkt bardzo słabo reaguje z ciepłą wodą. Wspomniane drobinki nie chcą się rozpuścić w wodzie. Po jego wmasowaniu, wszystkie zawarte w nim oleje bardzo ciężko spłukać z ciała. Marzą się i tworzą białą smugę na ciele. By się jej pozbyć muszę używać gąbki do kąpieli. Nie przekreślam go z tego powodu, ponieważ spełnia swoją funkcję a po jego zastosowaniu skóra jest przyjemnie natłuszczona. Delikatny film, który zostaje po użyciu peelingu wchłania się stosunkowo szybko po kąpieli. Dzięki czemu skóra jest delikatnie nawilżona oraz miękka w dotyku. Nie polecam ci go, jeśli jesteś posiadaczką wrażliwej skóry. Nie nadaje do użycia się przed oraz tuż po depilacji. Czy sięgnę po niego raz jeszcze? Raczej nie. Duże, ostre drobinki nie są moim sprzymierzeńcem. Ciężko się go aplikuje, większość spada do wanny i to z pewnością przez fakt, że nie reaguje w ogóle z ciepłą wodą Moim zdaniem peeling nie jest wydajny.


Naturalny dezodorant w kremie to mój hit hitów! Kremowa, gęsta i elastyczna konsystencja dezodorantu jest genialna. Przypomina bardziej pastę niż krem. Nigdy dotąd nie miałam styczności z produktem o takiej strukturze. Z łatwością się rozprowadza. Nie musisz czekać aż się wchłonie. Ten produkt automatycznie wtapia się w skórę, bez obaw, że ubrudzisz ubrania. Dezodorant dzięki swojej konsystencji jest produktem suchym. Z pewnością pozostawia świeżość przez wiele godzin. Neutralizując nieprzyjemny zapach. Po depilacji koi bardzo wrażliwą skórę i nie podrażnia jej. Jeśli obawiasz się o mokre plamy na swoich ubraniach, mogę zapewnić Cię, że ich nie będzie. Jestem bardzo zadowolona z wyboru tego dezodorantu. 


Ponad pół roku temu zmieniłam pielęgnację okolic pach. Zrezygnowałam z antyperspirantów bez których wcześniej nie wyobrażałam sobie funkcjonowania. Teraz stawiam na produkty naturalne. Marka Cztery Szpaki i ich naturalny dezodorant w kremie sprostał moim oczekiwaniom. To mój pierwszy dezodorant w szklanym pojemniczku bez aplikatora Na początku stuknęłam się w głowę z myślą „W jaki sposób mam go sobie nałożyć?”. To tylko uprzedzenia w mojej głowie, które szybko przepędziłam. Produkt aplikuję przy użyciu palca, tak jak balsam czy kremy do twarzy. Nic trudnego. Wystarczy nanieść niewielką ilość na palce i wmasować w skórę pod pachami. 



Ostatnim produktem, który postanowiłam przetestować jest Mydło naturalne z masłem kakaowym i lanoliną. Przyznam szczerze, że rzadko sięgam po mydła w kostce. Odkąd na rynku pojawiły się przeróżne mydła w pojemniku z pompką, przeważnie sięgałam właśnie po takie. Spróbowałam czegoś nowego i przyznam, że jestem mile zaskoczona. To naturalne mydło z masłem kakaowym i lanoliną jest bezzapachowe, choć nazwa mogłaby świadczyć o czymś zupełnie innym. Delikatnie obmywa ciało z zanieczyszczeń, pozostawiając skórę miękką w dotyku. Nie podrażnia ani też nie sprawia, że skóra woła o natychmiastowe nawilżenie balsamem. Wykorzystałam je do mycia ciała mojej pięcioletniej córki. Nie zaobserwowałam niepożądanych reakcji na produkt. Śmiało mogę go polecić do pielęgnacji skóry dla dzieci. Chętnie wypróbuję inne naturalne masła w kostce tej marki.


Wszystkie trzy produkty miałam okazję testować dzięki uprzejmości firmy FRYZOMANIA. Jak wspomniałam na samym początku, marka przesłała mi wybrane przeze mnie produktu bym mogła w domowym zaciszu przekonać się na własnej skórze o ich działaniu. Strona FRYZOMANIA oferuje szeroką gamę produktów do pielęgnacji całego ciała. Ponad to możecie znaleźć tam sprzęty i akcesoria fryzjerskie oraz kosmetyczne.

Peeling Róża i Baobab – KLIK

Naturalny dezodorant w kremie – KLIK

Naturalne mydło z masłem kakaowym i lanoliną - KLIK



OrganicLife Dezodorant Botaniczny || -25% na zakupy kosmetyków naturalnych

Hej Kochani, witam się z Wami kolejnym postem. Odrobina zmiany tak by nie wpaść w monotematyczność na mojej stronie 😊 Tym razem będzie to wpis dedykowany kosmetykowi do pielęgnacji ciała, jaki miałam szansę ostatnio nabyć. Kosmetyki naturalne to temat rzeka. Posiadają swoje plusy oraz minusy tak samo jak kosmetyki syntetyczne. I nie każdy musi się z nimi polubić. 

Marka OrganicLife jest mi znana od niedawna. Dopiero od miesiąca zaczynam zapoznawać się z ofertą produktów dostępnych w ich sklepie internetowym, jak i poszerzać swoje zbiory tych naturalnych kosmetyków na mojej łazienkowej półce. Dziś chciałabym się skupić na Botanicznym dezodorancie tejże marki. 

Jestem osobą, która sceptycznie podchodzi do kosmetyków naturalnych. Zanim zaczęłam stosować wspomniany dezodorant musiałam na własne oczy przejrzeć cały skład jaki został wspomniany na odwrocie opakowania. Uwierzcie lub nie, ale sprawdziłam każdą nazwę. I muszę przyznać, że nie znalazłam nic niepokojącego. Tak też botaniczny dezodorant OrganicLife zawiera:
  • Oczar wirginijski
  • Lukrecja gładka
  • Jeżówka purpurowa
  • Szałwia lekarska
  • Chmiel
  • Skrzyp polny
  • Chrząstnica kędzierzawa
  • Olejek grejpfrutowy
  • Olejek cytrynowy
Na etykiecie widnieje również nazwa alkohol benzylowy i wydawać by się mogło, że brzmi to przerażająco, tak też musicie wiedzieć, że ten alkohol został dopuszczony przez organizacje certyfikujące kosmetyki naturalne i uznany za bezpieczny. Norma jaka została uznana za bezpieczną w gotowych kosmetykach to 1% stężenia. Alkohol ten stosuje się w kosmetykach w kilku funkcjach. Wykorzystywany jest jako substancja zapachowa ze względu na właściwości aromatyczne, jako substancja konserwująca uniemożliwiająca rozwój drobnoustrojów w produkcie, co może nastąpić podczas jego codziennego stosowania. Ponadto pełni funkcję regulatora lepkości i rozrzedzenia wpływa na odpowiednią konsystencję danego produktu, która zależy od jego przeznaczenia. Alkohol benzyl to również rozpuszczalnik dla innych substancji hydrofilowych obecnych w danym kosmetyku.

Jeśli chodzi o skład, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Często producenci przypinają swoim kosmetyką łatkę kosmetyków naturalnych a w składzie znaleźć możemy niezłe szambo. W tym przypadku marka OrganicLife okazała się rzetelna i słowna. Co z pewnością dobrze rokuje, jeśli chodzi o kolejne zakupy u tego producenta.

Przejdźmy teraz do sedna sprawy. Czy ten kosmetyk faktycznie działa? Zanim odpowiem Ci na to pytanie musimy przypomnieć sobie czym jest dezodorant. Otóż nie każdy z nas ma świadomość różnicy jaka jest między antyperspirantem a dezodorantem. Wydawać by się mogło, że mają takie same działanie co jest tylko złudzeniem. Dezodorant opiera się na maskowaniu nieprzyjemnego zapachu. Zawarte w nim związki mają za zadanie zmniejszać ilość bakterii na skórze i zapobiegać rozkładowi potu. Nie wpływają one jednak na intensywność pocenia. Ich działanie jest delikatne i krótkotrwałe. I tyle w temacie! Tak powinien zachowywać się dobry dezodorant.

Botaniczny dezodorant OrganicLife w 100% pokrywa się z wyżej wymienionymi cechami. Piękny cytrusowy zapach neutralizuje nieprzyjemną woń potu. Nie podrażnia skóry pod pachami i doskonale koi po depilacji w tamtym miejscu. Podczas pierwszych dni używania tego dezodorantu moja skóra pod pachami wydzielała wzmożoną ilość potu. Było to dość krępujące, ale i do przeżycia, gdyż nieprzyjemny zapach był maksymalnie neutralizowany. Od wielu lat stosowałam antyperspirant, który ma za zadanie ograniczyć pocenia. I przyznaję, że mokre plamy na ubraniu to temat mi obcy. Do momentu aż nie zaczęłam używać produktu od OrganicLife. To już prawie miesiąc bez przerwy jak sięgam po ten produkt i muszę Wam powiedzieć, że jest on bardzo ciekawym kosmetykiem. Odnoszę wrażenie, że z tygodnia na tydzień powoduje on mniejsze wydzielanie potu. Być może to jedynie złudzenie, gdyż nie uprawiam sportów ekstremalnych a w pracy wysiłek fizyczny jest umiarkowany. Jestem bardzo ciekawa jak będzie zachowywać się w momencie, gdy wrócę na siłownię… 

Reasumując dzisiejszy wpis. Dezodorant botaniczny o grejpfrutowo – cytrusowym zapachu przypadł mi do gustu. Mogę śmiało powiedzieć, że zaprzyjaźniłam się z nim i z pewnością sięgnę po niego raz jeszcze, gdy to opakowanie dobije do dna. Jeśli jesteś jednak osobą prowadzącą aktywny tryb życia i cenisz sobie komfort - wydaje mi się, że tego typu kosmetyki mogą nie być dla Ciebie. Wszystko jednak zależy od naszych priorytetów i oczekiwań względem produktu, po który zamierzamy sięgnąć. Moje oczekiwania względem dezodorantu OrganicLife się sprawdziły i nie mogę powiedzieć o nim nic złego.

Na samym końcu mam dla Was link do sklepu, gdzie możecie dokonać zakupu z rabatem -25%, wystarczy się zarejestrować i zrobić pierwsze zamówienie za minimum 160zł (100pkt). Dzięki takiej rejestracji macie nieograniczonym dostępem do kosmetyków w cenie hurtowej. A kolejne zakupy nie są wymuszone regularnym składaniem zamówienia, co za tym idzie możecie kupować kiedy chcecie i za ile chcecie 😊

Jeśli jednak jesteś zainteresowany kupnem produktów bez rejestracji to również mam dla Ciebie link do sklepu.

Zakupy z rabatem - tutaj dokonaj rejestracji


Do następnego! 

Wieczorna pielęgnacja twarzy || Jak dbam o cerę?

Na przestrzeni dwóch lat, wiele się zmieniło w pielęgnacji mojej twarzy. Kiedyś myślałam, że płyn micelarny jest w stanie zastąpić mi wszystkie inne kosmetyki. A krem na noc powinien być bardzo tłusty. Nic bardziej mylnego! Gdy jakieś dwa lata temu założyłam konto na Instagramie, gdzie zagłębiałam swoją wiedzę odnośnie pielęgnacji twarzy, uświadomiłam sobie w jakim dużym błędzie żyje i ile złego wyrządzam swojej skórze na twarzy. Uważałam, że toniki, żele do mycia twarzy, mgiełki czy serum to są zbędne produkty, które tylko zagracają łazienkową półkę.

W lipcu 2018 roku zgłosiłam się do kampanii kosmetycznej jednej z marek. Moje zgłoszenie zostało rozpatrzone pozytywnie i mogłam podjąć z nimi współpracę w określonym czasie. Wiadomo, aby cała akcja z marką przebiegała prawidłowo, dostosowałam się do ich zaleceń. Poza kosmetykami do twarzy, otrzymałyśmy plan pielęgnacji oraz dostęp do konsultacji. I chyba tutaj w tym momencie nastąpił przełom. 

Zaakceptowałam cały ten plan, który rozbudowany był na kilka etapów i całkowicie zmienił mój punkt widzenia. Dzięki odpowiedniej pielęgnacji, pozwalamy naszej skórze czerpać to co najlepsze z substancji odżywczych zawartych w poszczególnych kosmetykach. Co z kolei wpływa na wygląd naszej cery. Wieczorna pielęgnacja jest bardziej wymagająca niż ta poranna i przede wszystkim podczas niej potrzebujemy więcej kosmetyków do jej wykonania. 

Jakie wyróżniamy etapy w pielęgnacji wieczornej? 

Demakijaż - to pierwszy krok jakiego się podejmuję wchodząc wieczorem do łazienki. Kiedyś używałam płynu micelarnego. Nasączałam dwa waciki i przykładałam je na kilka minut do oczu, tak by produkt (maskara) mógł spokojnie się rozpuścić. Po czym brałam dwa kolejne waciki i pocierając nimi twarz zmywałam swój dzienny makijaż. Obecnie w mojej toaletce nie ma płynu micelarnego. Zamieniłam go na mleczko do oczyszczania i demakijażu. Jest to pierwszy tego typu produkt, który testuję i przyznaję, że bardzo przypadła mi do gustu opcja demakijażu bez użycia wacików. W tym momencie w moim posiadaniu jest Śmietanka do oczyszczania i demakijażu marki Bielenda. Wyciskam dwie pompki produktu na zwilżoną dłoń i okrężnymi ruchami myję swoją twarz w raz z okolicą oczu i ust. Spłukuję bieżącą, letnią wodą. Swoją drogą muszę Wam powiedzieć, że ten produkt marki Bielenda jest na prawdę dobry! Z łatwością radzi sobie z makijażem, bez większego problemu zmywa nawet maskarę. Nie podrażnia ani też nie wysusza mojej skóry. Nie powoduje szczypania oczu i bez większych zmartwień przemywam tą śmietanką swoje oczy. Następnie przechodzę do kolejnego etapu.
Oczyszczanie - warto zastanowić się nad sensem tego etapu. Produkt, po który sięgniemy powinien mieć na celu usunięcie resztek makijażu oraz zanieczyszczeń, które zgromadziły się na naszej twarzy w ciągu dnia. Mimo tego celem mycia skóry twarzy jest usunięcie nadmiaru sebum, potu oraz martwego naskórka dzięki czemu nasze pory zostaną odetkane i nie będą doprowadzać do gromadzenia się w nich zanieczyszczeń. To po jakie kosmetyki sięgniemy zależy wyłącznie od naszych upodobań. Mogą to być żele, pianki, proszki lub emulsje. W moim przypadku z pomocą przychodzi mi Normalizujący żel do mycia twarzy marki Tołpa. Również jest to preparat, który w niewielkiej ilości nanoszę na zwilżoną dłoń a następnie kolistymi ruchami myję twarz, szyję i dekolt. Omijając okolice oczu by ich nie podrażnić. Żel ten dokładnie czyści moją twarz z pozostałości makijażu oraz kurzu czy innych zanieczyszczeń zgromadzonych na mojej buzi w ciągu dnia. Pozostawiając moją skórę dokładnie oczyszczoną, dzięki czemu jest ona przygotowana do przyjęcia cennych składników z pozostałych kroków pielęgnacyjnych.
Tonizacja - to bardzo ważny krok! Pamiętaj, że zdrowa cera to właściwe pH skóry, które zmienia się przy każdym kontakcie skóry z wodą. Aby wyrównać je warto sięgać po toniki, hydrolaty czy wody różane - wszystko w zależności od typu cery czy własnych upodobań. Na blogu jest szerszy wpis dotyczący tonizacji skóry, w którym niegdyś napisałam
(...)tonik poza przywróceniem prawidłowego poziomu PH skóry, pełni funkcję znakomitego odświeżenia, ukojenia i oczyszczenia skóry po nocy. Tonizacja jest równie ważna, ponieważ pomaga usunąć resztki ewentualnych zanieczyszczeń oraz regeneruje barierę ochronną skóry. Ponadto przygotowuje cerę do dalszej pielęgnacji i ułatwia wchłonięcie substancji nawilżających w kolejnych krokach naszej pielęgnacji.
Herbal Care Tonik Nawilżający do Twarzy Kwiat Migdałowca produkt, który bardzo lubię. Przeznaczony jest do każdego rodzaju skóry. Odświeża i nawilża oraz przywraca skórze odpowiedni poziom pH. Ponad to redukuje oznaki przesuszenia naskórka. Mój stoi w lodówce przez cały czas idealnie koi, gdy jest schłodzony.
Odżywienie - podczas tego etapie skupiam się tak jakby na dwóch partiach swojej twarzy. Jedną jest okolica oczu, natomiast drugą pozostała część.

Okolica oczu - wybieram kremy przeznaczone do jej pielęgnacji i takie, które mają za zadanie spłycić zmarszczki mimiczne i nawilżyć delikatną skórę pod oczami. Kosmetyk aplikuję przy pomocy opuszka palca, delikatnie wklepując go. Pamiętaj, że skóra w tym obszarze jest cieńsza, delikatniejsza i słabiej ukrwiona, dlatego też wymaga lżejszego kremu niż pozostała część skóry na twarzy.
Krem do twarzy – tutaj przeważnie wybieram tłuste i mocno skoncentrowane kremy, które dogłębnie przenikną do wewnątrz skóry tak by zapewnić jej optymalne nawilżenie. Choć bywają dni, że użyję kremu z lekką formułą. Pamiętaj, że dobór takiego kremu zależny jest od naszego typu cery i rodzaju skóry. Ty sama wiesz co dla Ciebie jest dobre i na jaki produkt powinnaś postawić. Na obecną chwilę nie stosuje żadnego serum do twarzy w formie oleju, choć przygotowuję się do jego kupna i na razie sprawdzam niektóre dostępne mini próbki by wybrać ten odpowiedni.

Przez ostatnie dwa lata nauczyłam się słuchać swojego ciała i wyłapywać potrzeby własnej cery. Bywa, że moja skóra na twarzy nie wygląda zbyt idealnie, ale są to bardzo rzadkie przypadki. Wiadomo, że na jej wygląd wpływ ma również dieta! I przyznaję bez bicia, gdy tylko najem się chipsów, które są moją słabością, moja cera zaraz komunikuje o tym całemu światu. Do teraz biję się z wyrzutami sumienia, że tak późno zabrałam się za właściwą pielęgnację twarzy. Wiem już, że sam płyn micelarny nie jest w stanie zapewnić mi odpowiedniego oczyszczenia i nie przygotuje mojej skóry na przyjęcie wartości odżywczych z kremów, które nakładam na swoją twarz wieczorem. Wręcz odwrotnie, takie postępowanie miało odwrotny cel od zamierzonego. W tym przypadku, zasada im mniej tym lepiej nie jest absurdem. No cóż, tylko krowa nie zmienia zdania, a że ja krową nie jestem to zdanie zmieniłam 😊 Postawiłam na półce w toalecie o wiele więcej buteleczek, ponieważ - postawiłam na zdrową i piękną cerę! 

Warto wspomnieć o dodatkowej pielęgnacji twarzy podczas wieczornych manewrów w łazience. Są to peelingi i maski, których też używam. Sądzę jednak, że to będzie idealny temat na kolejny post, w którym przedstawię Ci moich dwóch sprzymierzeńców w trosce o piękno mej cery 😊


L’Oréal True Match || Czy to podkład idealny?

W swoim życiu przerobiłam naprawdę wiele podkładów do twarzy. Ciągle poszukiwałam takiego, który spełni wszystkie moje oczekiwania. A przede wszystkim takiego, który będzie pasował kolorystycznie do mojej cery. Już nawet nie pamiętam jak dokładnie L’Oréal True Match znalazł się w moim posiadaniu i co skłoniło mnie do jego zakupu, ale tak jakby to nie jest istotne. Ważniejszy jest fakt, że ten gagatek już pod koniec zeszłego roku trafił w moje ręce. Ale oczywiście nie byłabym sobą, gdybym od razu dobrze dobrała odcień. Kupiłam go w jednej z angielskich drogerii stacjonarnie. Wybrałam odcień o nazwie Rose Ivory 1.C, który w sztucznym świetle pomieszczenia wydawał mi się idealny do mojego typu. Niestety tak nie było! Zaraz po jego aplikacji okazał się za ciemny na dzień dobry a do tego oksydował dość mocno robiąc z mojej twarzy pomarańczową plamę. Wiadomym było, że nie skorzystam z tego podkładu więcej tak tez wybrałam się na polowania raz jeszcze. Uparłam się na True Mutch - musiałam znaleźć właściwy odcień. Tym razem zdałam się na swój instynkt i bez większego biadolenia postanowiłam kupić Porcelaine 0.5N Czy to był odpowiedni wybór?
L’Oréal True Match Porcelaine 0.5C to podkład, na który długo czekałam. Ostatnimi czasy moja cera nie sprawia mi większych problemów. Dawno zapomniałam o większych ilościach wyprysków, które kiedyś niemal co chwilę szpeciły moją twarz. Owszem od czasu do czasu zdarzy się jakaś nieestetyczna krostka, ale w gruncie rzeczy mogę śmiało stwierdzić, że jest ona w nienagannym stanie. Nie potrzebuję dużego krycia, bardziej skupiam się na ujednoliceniu kolorytu na swej twarzy. Niektóre obszary, takie jak czoło, nos lub broda są zaczerwienione i dla własnego komfortu psychicznego z rana używam podkładu. Przeważnie dwa naciśnięcia pompki wystarczają mi w zupełności by zakryć oraz wyrównać to i tamto.

Produkt zamknięty jest w szklanej buteleczce. Wydobywamy go za pomocą pompki, która pracuje znakomicie. Mam już trzecie opakowanie (nie wliczając w to tego nietrafionego) tego podkładu i przy każdym z nich nie miałam z nią problemów. Szklany, przeźroczysty pojemniczek pozwala na kontrolowanie ilości produktu w środku. True Match nie osadza się na ściankach, w całości spływa na dno opakowania co pozwala na wyciśnięcie z niego niemal każdej kropli. Ciekawym jest fakt, gdy zawsze dobijam do jego dna, pompka zaczyna mi to sygnalizować. Podczas aplikacji końcówki produktu naciskając pompkę ta w taki nienaturalny sposób odskakuje pod moim palcem, co świadczy, że czas zrobić zapas.
Czym kieruje się przy wyborze podkładu do twarzy? Przede wszystkim chodzi mi o wyrównanie kolorytu, rozświetlenie mej cery oraz uniknięcia efektu maski. L’Oréal True Match zapewnia mi wszystkie te trzy priorytety, przy czym nie wysusza mojej skóry. Odcień 0.5N jest dla mnie właściwy. 
Ważny jest też fakt, że nie oksyduje na mojej buzi. A jeśli chodzi o trwałość to chciałabym się tutaj troszeczkę zatrzymać. Generalnie używam tego podkładu codziennie. Często dotykam swojej twarzy, lekko się drapiąc po policzku czy też czole lub na szyi. Podpieram swoją brodę, dotykając w ten sposób palcami dłoni swojego policzka.  Po zerknięciu w lusterko podkład jest ciągle na swoim miejscu. Jedyny problem jaki z nim mam to skrzydełka nosa. Już po kilku godzinach od wyjścia z domu, lekkie dotknięcie dłonią tej okolicy zmazuje niemal do zera produkt w tym miejscu. I generalnie nie mogę tego faktu rozgryźć. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje akurat w tej okolicy twarz. Po całym dniu w pracy podkład w 99% znajduje się na swoim miejscy. Czoło, broda policzki wszystko jest w nienaruszonym stanie. Natomiast okolica nosa wygląda jakby nie była pomalowana. Czy ktoś mógłby mi to wytłumaczyć?
Wracając do pozytywnych stron L’Oréal True Mach muszę tutaj koniecznie podkreślić, że produkt ten nie waży się na twarzy oraz nie wchodzi w zmarszczki. Na co dzień noszę okulary i miewam problem z podkładem pod noskami. W przypadku True Match nie mam żadnego przykrego doświadczenia z ciasteczkowaniem się fluidu pod powierzchnią okularów, która dotyka bezpośrednio mojej skóry na twarzy. 

Długo szukałam idealnego podkładu, takiego który będzie współgrał z moim kolorytem. Jestem osobą o bardzo bladej karnacji. Część cery jest zaczerwieniona a najjaśniejsze podkłady większości marek są dla mnie za ciemne. Odcinają się na szyi, tworząc efekt maski lub wymalowania niczym klaun. Po wykorzystaniu 3 opakowań L’Oréal True Match mogę śmiało stwierdzić, że ideał jednak istnieje. Cudownie wtapia się w moją skórę na twarzy bez pudrowego efektu. Cera po jego nałożeniu jest promienna z satynowym wykończeniem. Różnorodność gamy kolorystycznej jaką oferuje nam producent śmiało pozwoli znaleźć coś dla każdej z nas. Jest to produkt, który nie zmienia swojego tonu, podczas jego noszenia. Pomimo tej jednej wady (wycierania się w okolicy skrzydełek nosa)  jestem w stanie sięgnąć po niego 4, 5 czy 6 raz. Już tak mam, gdy coś mi podpasuje nie szukam zamienników.


A czy Ty znalazłaś swój idealny podkład, który ewentualnie mogłabym wypróbować u siebie? Podziel się swoimi perełkami w komentarzu pod tym postem :)

Kosmetyczne buble i nie tylko | Czyli co u mnie nie zdało egzaminu i dlaczego?

Witam się z Wami po długiej nieobecności, która spowodowana jest głównie brakiem samodyscypliny. Następnie brakiem czasu a na końcu brakiem sił. A może w odwrotnej kolejności? Okres od sierpnia do obecnej chwili to jakiś kosmiczny czas. Dzieje się i ciągle dziać się będzie. Jeśli ktoś myśli, że życie w Anglii jest choć odrobinę podobne do tego życia jakie ma w Polsce, to ten ktoś jest w dużym błędzie. Sama myślałam przylatując tutaj, że to nic trudnego. Życie jak życie. Dom, praca, hobby i inne przyjemności. Ale czasami bywa tak, że dom i praca zajmują tak ogromną przestrzeń w Naszych życiach, że można się pogubić i stracić rachubę. A czas przelatuje Nam przez palce u dłoni jak szalony. Czasami brakuje, czasu jak czasu, ale brakuje po prostu najnormalniej w świecie sił. No! To sobie pomarudziłam a teraz czas na konkrety (coś ten CZAS się mnie czepił ;))

Do tego wpisu przygotowywałam się dość długo i nie byłam do końca przekonana czy aby na pewno go opublikować. Ale pomyślałam a co mi tam! Skoro wyrzucam puste opakowania po produktach, pokazując Wam to przy okazji. To dlaczego by nie podzielić się informacją o kosmetykach, które nie znalazły u mnie zastosowana. Okazały się źle dobrane do mojego typu ceru. Minął im termin przydatności do użycia. Lub z jakiś innych powodów, które poznacie poniżej. 
Na pierwszy ogień pójdą dwa kosmetyki, które kupiłam w UK wieki temu. W wielkiej nieświadomości. Z brakiem pewnej wiedzy. Wybrałam się do słynnego na wyspach Bootsa i wydałam kilka talarów na krem do twarzy oraz tonik. Nic tak mnie nie wkurzyło jak automatyczny początek osłabienia kondycji mojej cery. Na samym początku nie sądziłam, że dwa produkty mogą zrobić taką masakrę na mojej twarzy, ale nie minął tydzień jak ów krem i tonik wylądowały na dnie kartonu. Zapewne zastanawiasz się dlaczego. Już wyjaśniam (doszłam do tego długo później oczywiście) Na składach znam się mało, ale jedna z Was powiedziała mi, że tonik tej marki zawiera alkohol denat; który odpowiedzialny jest za m.in. przesuszenia, podrażnienia i inne nieprzyjemności. Zrezygnowałam w zupełności ze stosowania obydwu produktów jednocześnie. Po kilku miesiącach, jedna maseczka wywoła u mnie reakcję alergiczną. Po przeanalizowaniu składu okazało się, że zawiera ten sam alkohol (i to na drugim miejscu) co wspomniane kosmetyki. Nie wiedziałam, że ten akurat składnik może powodować u mnie duże podrażnienia. Przekonałam się o tym na własnej skórze. Dlatego też unikam kosmetyków, które posiadają alcohol denat w swoim składzie. Poniżej skład toniku a później kremu marki BOTANIC - zdecydowanie odradzam te markę.

Ingredients
Aqua (Water), Alcohol denat., Butylene glycol, Glycerin, Phenoxyethanol, Hibiscus sabdariffa flower extract, Sodium benzoate, Quillaja saponaria bark extract, Benzoic acid, Dehydroacetic acid, Ethylhexylglycerin.

Ingredients

Aqua (Water), C12-15 alkyl benzoate, Glycerin, Dimethicone, Cetearyl olivate, Tribehenin, Butyrospermum parkii (Shea) butter, Hibiscus sabdariffa flower extract, Cetearyl alcohol, Sorbitan olivate, Alcohol denat., Prunus amygdalus dulcis (Sweet almond) oil, Sodium polyacrylate, Phenoxyethanol, Dimethicone crosspolymer, Parfum (Fragrance), Caprylyl glycol, Xanthan gum, Citric acid, Sodium benzoate, Sodium hyaluronate, Ethylhexylglycerin, Dipropylene glycol,  Tetrasodium EDTA, Potassium hydroxide, Tocopheryl acetate, Benzoic acid, Dehydroacetic acid.

Prześledziłam w sieci skład kilku innych ich produktów i niestety ale ten alkohol pojawia się dość często na etykiecie. Cieszę się, że w miarę szybko doznałam olśnienia i wyeliminowałam te produkty ze swojej pielęgnacji. Jak dla mnie duże NIE dla marki. A szata graficzna może zmylić (:

Kolejne produkty i duże rozczarowanie, może nie samą marką a dystrybucją. Marka Vianek cieszy się dużym uznaniem i tutaj nie zamierzam polemizować. Jestem bardzo dumna, że polska firma rozwija się w tak zaskakującym i pozytywnie szybkim tempie, łapiąc za serca coraz więcej konsumentek. Płyn do higieny intymnej posiadałam i nawet zdenkowałam, o czym pisałam Wam kilka miesięcy temu. Sięgnęłam po niego drugi raz. Okazało się, że termin przydatności był tak krótki iż nie zdążyłam go wykorzystać. Produkt automatycznie się zepsuł. Pojawiły się w nim dziwne grudki, coś na wzór oddzielenia się składników od siebie. Całe opakowanie wylądowało w koszu na śmieci wraz z zawartością. 
Po kremy marki Vianek sięgnęłam z początkiem wiosny. Byłam bardzo zadowolona z ich działania, choć przyznać muszę że krem na dzień nie dawał takiego nawilżenia o jakim bym marzyła. Problemy skórne wywołane burzą hormonów w moim organizmie, zmusiły mnie do odstawienia obydwu tych produktów ze zdjęcia. Choć swoją drogą, problemy skórne nasiliły się podczas używania tych kremów, a zmniejszyły po ich odstawieniu. Czy jest tutaj jakaś zależność? Możliwe, że to tylko zbieg okoliczności, ale ... Gdy w miarę upływu czasu stan mojej cery zaczął się normować, do kremów wrócić już nie mogłam. Dlaczego? Z pewnością znasz, umieszczony na opakowaniach kosmetyków, symbol otwartego słoiczka wraz z cyfrą. Informuje nas on o tym jak długo od otwarcia, dany kosmetyk jest zdatny do użytku. W obu przypadkach było to równe 6 miesięcy, tak też z przykrością umieściłam je w koszu na śmieci. Lecz nie mówię im NIE. Sądzę, że wrócę do nich, lecz nie prędko. Mam swoje obawy, a nie chciałabym znowu wyglądać jak nastolatka w punkcie kulminacyjnym swojego dojrzewania, czyli z tymi wszystkimi intruzami na mojej twarzy. Jeśli chodzi o krem pod oczy to przyznaję bez bicia, że to produkt, którego nie wykorzystałam z własnej winy. Korzystałam lecz nie regularnie, od niechcenia z jednego powodu - zapach. Czytałam, że produkty naturalne, i tej marki, posiadają zapachy, do których trzeba się przyzwyczaić. Lecz to nie moja bajka. Ja uwielbiam, gdy kremy nakładane na twarz (i nie tylko) są przyjemne dla każdego mojego zmysłu. I tak sobie używałam i nie używałam aż otwarty słoiczek na opakowaniu poinformował, że czas się rozstać pomimo opróżnionej jedynie połowy opakowania. 
Poniżej prezentuje krem, który w sumie nie został nawet otwarty. Nie znam tej mark. Produkt był dołączony do jednej z edycji BeGlossy - kompletnie nie dopasowany do moich potrzeb. Krem dla alergików na nikiel. Próbowałam odsprzedać i nawet oddać - jak widać bez skutku. Przyszedł z bardzo krótką datą przydatności do użytku. więc chcąc nie chcąc również trafił do śmietnika. 
Krem do depilacji, czyli kompletna porażka jeśli chodzi o tego typu produkty. Opisywałam Wam go w osobnym poście, do którego Was zachęcam > TUTAJ Jeśli posiadasz ciemny i gruby zarost na prawie każdej części ciała, niestety ale musisz liczyć się z dużym rozczarowaniem co do jego działania. Ten produkt pozostawił wiele do życzenia i tyle. Czym przykuł moją uwagę? Zachęcona napisem na opakowaniu, sięgnęłam po niego bez wahanie. Producent zapewniał nas o tym, że:

„Depilacja skóry wrażliwej, szczególnie wskazana do depilacji miejsc, np. pach i okolic bikini. Działanie:
·         Szybko i skutecznie usuwa owłosienie,
·         Pozostawia skórę doskonale gładką,
·         Zmiękcza oraz aktywnie nawilża naskórek,
·         Likwiduje uczucie szorstkości skóry,
·         Działa kojąco, szczególnie w miejscach skłonnych do podrażnień”

    Warto dodać, że opinie w sieci miał również pozytywne. Niestety u mnie spotkał się z brakiem aprobaty. Pozostałam przy tradycyjnym goleniu nóg, używając dalej maszynki oraz pianki w żelu ;) 
Są to kosmetyczne nietrafienia jeśli chodzi o ubiegły rok i o moje potrzeby skórne. Jak i pewną niewiedzę, związaną z tym co mi nie służy a co jest dobre. Jestem ciekawa czy Wam  zdarzyło się wyciągnąć dłoń po kosmetyk(i), który u was kompletnie się nie sprawdził. Lub po produkt, który zrobił z Waszą cerą kompletną masakrę. Posiadaliście taki kosmetyk do którego niechętnie wracacie nawet pamięcią?
Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz komentarzu pod tym postem :)

instagram @karellauk

Copyright © Karella