ChiodoPro Lakiery hybrydowe | nowości w kuferku

Jak już wiecie, swoją przygodę z manicure hybrydowym zaczęłam od zrobienia profesjonalnego kursu, dzięki któremu uzyskałam certyfikat i niezbędną wiedzę do jego wykonania. Ów kurs odbywał się na produktach wspomnianej marki. Jakoś wtedy niespecjalnie przypadły mi do gustu. Może, dlatego, że z tyłu głowy wydeptałam sobie ścieżkę do innej marki i to ich produktom przyglądałam się bacznie, jeszcze długo przed podjęciem konkretnych kroków, co do szkolenia. 
Wiecie, dlaczego zdecydowałam się na szkolenie? Tylko po to, aby przekonać się czy to z pewnością droga dla mnie. Nie chciałam kupować całego zestawu by później stwierdzić, że jednak nie jest to moja bajka i chcąc nie chcąc, wywalić pieniądze w błoto. Tak też w moim przypadku najpierw było ogólne rozeznanie się z tematem na portalu Instagram. Tam czytałam i oglądałam różne profile związane ze zdobieniem paznokci metodą hybrydową. Z każdym nowym zdjęciem moja fascynacja rosła. A wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Tak też zdecydowałam się pójść na profesjonalne szkolenie a dopiero na samym końcu zakupić zestaw do paznokci hybrydowych. To, że szkolenie odbyło się na produktach Chiodo nie przeszkodziło by zakupić zestaw startowy z Semilac. Obecnie w moim kuferku przeważają lakiery z tej ostatniej firmy, ale moja miłość zaczyna nabierać innego wymiary. Po ostatnim pobycie w Polsce mam za sobą dwa mani wykonane przez Instruktorkę Chiodo właśnie na tychże produktach. Mogliście zaobserwować to na moim koncie Instagram czy Facebook, gdzie pokazywałam Wam zdobienie. Jak na prawdziwą kobietę i sikorę przystało nie mogłam wyjść z gabinetu bez małych zakupów. I tak oto moja kolekcja lakierów hybrydowych zaczyna się powiększać. Z trzech zrobiło się sześć plus baza do kompletu. Top już od dłuższego czasu gości w kuferku.
Kolekcja od Edyty Górniak przypadła mi bardzo do gustu. Paleta kolorów jest mega duża a intensywność barw przykuwa wzrok każdego, kto na nie spojrzy. Są to lakiery bardzo dobrej jakości i zdecydowanie powiększę swój zbiór o kilka innych buteleczek, które już mam na uwadze.  
A tymczasem przedstawiam Wam moje ostatnie zdobycze z dwóch kolekcji stworzonych właśnie we współpracy z Edytą Górniak, która jest Ambasadorką tej marki. Dwa lakiery pochodzą z kolekcji BLACK&WHITE STYLE a jeden z WITH LOVE FROM LA SUMMER MADNESS.

789 GUILTY PLEASURES – powiedziałabym, że jest to przydymiony wrzos

798 IRONKISS – grafitowa szarość, bardzo piękna

848 ROSE SKIN – delikatny odcień różu

Na stronie producenta możemy przeczytać, że „Lakiery hybrydowe Chiodo PRO (…) mają doskonałą konsystencję, dzięki której wykonanie manicure pod same skórki (bez zalewania ich) jest łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Bardzo silna pigmentacja sprawia, że malowanie paznokci to prawdziwa przyjemność. Większa pojemność - 7 ml - pozwoli stworzyć wiele pięknych stylizacji, które z łatwością usuwają się pod wpływem acetonu.” I całkowicie się z tym zgodzę! Miałam okazję wykonać manicure przy pomocy lakierów z nowej kolekcji. Konsystencja jest prawidłowo wyważona. Z łatwością rozprowadza się po płytce paznokcia. Jeśli chodzi o pigmentację, już po pierwszej aplikacji koloru możemy zauważyć jego intensywność. Druga warstwa pozwoli podbić i pogłębić efekt.
Na zdjęciach powyżej możecie zobaczyć kolor 789 Guilty Pleasures Wykonanie jest mojego autorstwa.
Jeśli chodzi o moje preferencję, co do malowania paznokci zawsze stawiam na klasykę. Stonowany to moje drugie imię w tym temacie. Owszem podobają mi się wzory, które kreują inni (mowa tu np. o plaży, palmie czy pelikanie na paznokciach), ale serio to nie dla mnie. Nie mogłabym chodzić z takim mani dłużej niż jeden dzień. Lekkie zdobienie w zupełności wystarczy. A szaleństwem nazywam jeden (lub dwa) paznokcie w innym kolorze niż przewodni :D
Rodzi się nowa miłość na szeroką skalę. Jeśli twórcy lakierów hybrydowych marki ChiodoPro będą tak intensywnie pracować nad swoimi produktami to przepadnę na całego. Serio Wam mówię. Co lakier to coraz bardziej przypada mi do gustu. Szykują się porządki nie w salonie, bo takiego jeszcze nie posiadam a w kuferku. Zamierzam zredukować liczbę marek, jakie się w nim znajdują. Obecnie posiadam kilkadziesiąt lakierów hybrydowych od pięciu producentów. Dziś już wiem, że postawić chcę tylko na dwie znane i lubiane marki. Jak to się mówi, nie chcę mieć wszystkiego z innej parafii. Nie wyrzucę tych, które mam. Po prostu skończę buteleczki do końca i przestanę kupować by móc w pełni zaznajomić się z tym, co przypadło mi do gustu i co polubiłam. A jeśli kiedyś będę mogła otworzyć swój mały salon, skupię się wyłącznie na jednej marce :P
A czy Ty masz swoją ulubioną markę wśród lakierów hybrydowych? Z przyjemnością też przeczytam co sądzisz o marce ChiodoPro, czy znasz ich produkty do stylizacji paznokci? Podziel się swoją opinią w komentarzu.


Claresa Lakiery hybrydowe | Kolejne nowości w kuferku


Z góry chciałabym Was przeprosić za brak nowych postów. Ale jakoś tak miałam chwilowy spadek mocy i wiary w to, co robię. Przeszło mi nawet przez głowę, aby rzucić to w diabły. Ale przecież pisanie dla Was i prowadzenie bloga sprawia mi bardzo dużo satysfakcji, więc resztkami wiary podnoszę się niczym feniks z popiołu i skrobię zaległe posty, które czekają w kolejce do publikacji. Na maj miałam zaplanowanych chyba 6 postów, które nie wyszły. Ba! Nawet ich nie napisała (może poza jednym), no poza tytułami. Co robię zawszę wtedy, gdy najdzie mnie jakiś pomysł, który chciałabym opisać. Tak też mam dla Was dzisiaj, po długim milczeniu, nowy post, na który serdecznie zapraszam.

W moim kuferku pojawiły się ostatnio nowe lakiery hybrydowe. No, nie takie ostatnio. Bo przecież paczka przyszła do mnie z początkiem maja, a tutaj za chwilę połowa czerwca pyknie. Nie mniej jednak dostałam trzecią i zarazem ostatnią paczkę od firmy Claresa w ramach naszej współpracy. Co nie zmienia faktu, że sama sobie czegoś nie zamówię i w sumie tak też zrobiłam. Ale o tym następnym razem.
Dziś chciałabym Wam pokazać, co znalazło się w przesyłce od tej marki. Były to trzy lakiery o bardzo pięknych kolorach. Trafili w me gusta.  Claresa z tego, co zauważyłam zaczęła wyprzedaż tych lakierów, jakie otrzymywałam dotychczas. Tym razem przyszły do mnie trzy buteleczki w nowej odsłonie. Kolor widoczny jak na dłoni pozwala na zobaczenie rzeczywistego koloru już na wieczku naszej buteleczki, nie musimy odkręcać by sprawdzić, co faktycznie siedzi w środku. Spotkałam się z tym w sumie pierwszy raz. Ale na dziś już wiem, że inne marki też zaczęły praktykować taki trend. I przyznać trzeba, że to mega praktyczne rozwiązanie, z racji tego, iż etykiety przeważnie nie oddawały pełni koloru lub różniły się zupełnie od zawartości.
Co do samych lakierów. Jak już wcześniej wspomniałam, w przesyłce otrzymałam trzy piękne kolory, które całkowicie do mnie przemawiają. Nudziak, czerwień i neon (idealny na nadchodzący sezon letni) Trio od zadań specjalnych. Tym razem na buteleczce nie przywitały mnie dziwaczne a zarazem oryginalne nazwy poszczególnych kolorów.  Marka postawiła na prostotę, jeśli chodzi o nazewnictwo owej kolekcji i tak na opakowaniu widnieją następujące nazwy 107 Nude 523 Pink 438 Red. Jak dla mnie jest to swoją drogą bardziej praktyczne. Jakoś głowę do cyferek mam, gorzej z pełnymi nazwami czy nazwiskami.

Lakiery są bardzo dobrze wyważone, jeśli chodzi o konsystencję. Nie za gęste, (co można było zauważyć w tych ze starej edycji) ani też nie za rzadkie. Bardzo dobrze napigmentowane a pełne krycie uzyskujemy po dwóch aplikacjach. Co do pędzelka, które tak bardzo przeszkadzały mi wcześniej, zauważyłam że również zmienili jego strukturę. Tym razem pędzelek w każdym z otrzymanych lakierów był szczuplejszy, dłuższy i nie taki sztywny (czyżby firma wzięła moje postulaty pod uwagę ? :D)  Warto dodać, że produkt zamknięty jest w bardzo eleganckiej buteleczce. Zdecydowanie jest to wizualnie lepsze opakowanie niż te poprzednie. Czarna, szklana struktura mieści w sobie 5 ml lakieru. Generalnie zmiana na duży plus.
Poprzednie wpisy o lakierach tej marki możecie znaleźć w następujących linkach J


CLARESALAKIERY HYBRYDOWE

Poniżej znajdują się stylizacje paznokci z moimi faworytami z tej przesyłki. Osoby, które śledzą mnie na Instagramie mogły już zapoznać się z tymi typami. Jeśli nie ma Ciebie ze mną tam to z całego serca zapraszam SIMPLIKO
Ponadto mam dla Was małą niespodziankę, jeśli chcielibyście skusić się na zakup tych lakierów, możecie zarejestrować się jako konsultantka by otrzymać je w niskiej cenie. Obecnie kosztują na stronie producenta 16,90 zł co w sumie nie jest wygórowaną ceną. Ale jeśli chciałabyś dostać je za 11 złoty wystarczy, że ZAREJESTRUJESZSIĘ, a później aktywujesz konto przez otrzymanego maila. Będziesz mogła skorzystać nie tylko z lakierów hybrydowych tej marki. W ofercie znajdziesz produkty do pielęgnacji ciała, zwykłe lakiery czy akcesoria do stylizacji paznokci. Polecam!

Czy poznałaś już lakiery hybrydowe Claresa? Miałaś okazję na nich pracować? Podziel się w komentarzu swoimi przemyśleniami odnośnie tej marki, chętnie poznam Twoje zdanie.

Claresa - lakiery hybrydowe | Nowości w kuferku

Ostatnio wpadła mi kolejna przesyłka od zaprzyjaźnionej firmy Claresa. Jako że moje paznokcie u dłoni są w lekkiej regeneracji postanowiłam przetestować nowości na paznokciach u stóp. Przecież stopy to część naszego ciała, to, że, na co dzień i w dodatku w okresie jesienno zimowym nie są eksponowane to nie znaczy, że mogą zostać zapomniane. Warto dbać o stopy przez cały rok, bez względu na panującą pogodę za oknem. Poza tym pomalowane pazurki stóp wydają się takie kobiece i subtelne bez względu na porę roku. A ja lubię czuć się dobrze we własnym ciele zawsze
Tym razem marka przesłała mi 3 kolory, oliwkę do skórek, podkładkę do robienia zdjęć naszym stylizacjom oraz parę pilników wraz z podstawką do telefonu. Jeśli chodzi o samą przesyłkę, tym razem nie zastałam w niej ani miłego liściku ani też ładnie zapakowanych produktów. A szkoda, bo to oko cieszy i w sercu tak jakoś raźniej. Produkty były po prostu zawinięte w folie bąbelkową i przesłane w kopercie.
Byłam bardzo ciekawa tych produktów. O pierwszej tego typu przesyłce pisałam Wam tutaj - klik Mogliście tam przeczytać, o moim wysokim poziomie zażenowania pędzelkami w tych lakierach. Z tego też względu w miarę możliwości szybko zabrałam się za malowanie i testowanie. Już podczas ubarwiania swojego wzornika zauważyłam, że pędzelki są jakieś inne. Ale czy lepsze niż ostatnio? O tym zadecydował ostateczny test, czyli malowanie po płytce paznokcia. Byłam w szoku, że struktura pędzla a raczej jego włosia różni się od poprzednich. Jest o wiele bardziej miększa, ale jeszcze nie tak bardzo jakby mi to pasowało. I od razu mówię nie jest to przyzwyczajenie. Nie używałam lakierów z pierwszej przesyłki do wykonania dziesiątek stylizacji.
Cuticle Oil Honey Touch mleko i miód oliwka do skórek o bardzo intensywnym  i przyjemnym zapachu. Zmiękcza i nawilża skórki wokół paznokci na długie godziny. Stosowałam ją u dłoni codziennie przez dwa tygodnie. Najdrobniejsze przesuszenia zniknęły, a nieestetyczne zadziorki już się nie pokazały. Gorąco polecam Wam ten produkt. Moje skórki w delikatny sposób były rzeczywiście nawilżone i zmiękczone. Nie musi służyć jedynie do wykończenia stylizacji a do ogólnej pielęgnacji Waszych paznokci. Oliwka poprawia kondycję skórek przy paznokciach.

Moja mini kolekcja lakierów hybrydowych tej marki pomalutku się powiększa. Poniżej na zdjęciu prezentuje Wam wszystkie jakie posiadam na obecną chwilę. Trzy pierwsze są z poprzedniej przesyłki. Kolejne trzy – to obecne nowości w moim kuferku. Wiecie co mi się w nich spodobało od razu poza kolorystyką? Nezewnictwo poszczególnych kolorów. Sami powiedzcie czy nie są pomysłowe.
Od lewej: 
Grey Crocodile, Grey Mouse, Pink Blink – o tych kolorach mogliście poczytać TUTAJ

Pink Mouse - ostatnimi czasy jestem zauroczona perłowymi kolorami. A że wiosna do nas zawitała, to i tym razem postanowiłam upiększyć swoje paznokcie u stóp właśnie tym kolorem. Idealne krycie uzyskałam nakładając dwie warstwy lakieru, nie pozostawiał smug ani nieestetycznych zacieków. Rozprowadzał się naprawdę dobrze.

Pink Frog – kolor z tych bardziej neonowych. Odpowiednio gęsty i równie łatwy w aplikacji jak dwa pozostałe kolry marki Claresa. Idealnie nada się na ciepłe słoneczne dni. Bardzo podoba mi się ten odcień, w moim kuferku dotychczas był tylko jeden neonowy lakier. 

Grey Rabbit, – jeśli miałabym ukazać swojego faworyta z tej trójki byłby to właśnie Szary królik. Piękny odcień szarości, łatwość aplikacji i krycie już przy pierwszej warstwie.

Pilniczki, jakie otrzymałam to te z gradacją 100/180 i 180/240 szczerze to nie widziałam różnicy między ziarnami. Produkt jest dość miękki i pęka przy najmniejszym wygięciu go. Jeśli chodzi o opiłowanie naturalnej płytki paznokcia to sobie znakomicie dają radę. Generalnie jestem przyzwyczajona do dość solidnych, mocnych i grubych pilników. Te od Claresa są zdecydowanie delikatniejsze, ale nie są najgorsze. Jako że paznokcie u dłoni są w regeneracji idealnie opiłowują ich wolny brzeg.
OGÓLNA OPINIA O PRZYSŁANYCH PRODUKTACH
Przyznaję z ręką na sercu, że z lakierów hybrydowych tym razem jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona. Pod każdym względem, czy to kolorystycznym czy jakościowym. Pędzelek sunie po płytce bez większych problemów. Krycie poszczególnych kolorów nie przysparza kłopotów, zamierzony efekt osiągamy po dwóch warstwach. Te hybrydy od Claresa nie pozostawiają smug ani zacieków na paznokciach. W buteleczkach nie zauważyłam jakiś niechcianych pyłków, które utrudniłyby ich aplikację. Jeśli chodzi o ten zestaw lakierów a poprzedni, to jestem miło zaskoczona, te już nie są tak gęste jak pierwsze trzy, które otrzymałam od firmy, – co działa na duży plus. Odniosłam wrażenie, że produkt jest zdecydowanie lepiej wyważony. Są to lakiery hybrydowe bardzo mocno napigmentowane, a taka kolej rzeczy zdecydowanie przypada mi do gustu :)


Do następnego! 

Nudziaki wersja dla każdego | Moja mała kolekcja


W świecie barw zdecydowanie królują i każda z Was z pewnością, choć raz miała je na swoich paznokciach. Odnajdują się w każdej stylizacji, którą podkreślają z elegancją.

                      Ponadczasowe. Uniwersalne. Delikatne.

Jestem nimi zauroczona, dlatego nudziaki często goszczą na moich paznokciach. Idealnie uzupełniają każdą moją stylizacje, nadają się zarówno do wyjściowych, jak i sportowych out fitów. Odcieni jest, co niemiara, a ja przepadam z każdą nową buteleczką. I ciągle sobie powtarzam
Nie, nie tym razem! Karolina wymaluj te, które posiadasz!

Jak możecie się domyślić często przegrywam tę wewnętrzną, nierówną walkę. Lakierów hybrydowych posiadam jakieś 30 sztuk. Od czerwieni po pastele, ale oczywiście w mojej kolekcji nie mogło zabraknąć tych w tonacji nude. W końcu moja przygoda z hybrydami rozpoczęła się od zakupu zestawu wraz z kolorem Classic Nude od Semilac. Wracając do mojej kolekcji, spośród 30 wspomnianych buteleczek 7 z nich to właśnie nudziaki. 
Najchętniej noszę jeden kolor w danym momencie. Taka wersja odcieni nude zdecydowanie przypadła mi do gusty. Bywa i tak, że kombinuje i łączę w jednej stylizacji kilka lakierów z tej grupy kolorystycznej, – ale to rzadkość. Nudziaki przeważnie wybieram, gdy zapuszczam paznokcie. Pięknie wydłużają i wysmuklają palce u dłoni. W mojej skromnej kolekcji udało mi się zgromadzić kolory, które świetnie prezentują się solo oraz w różnych połączeniach. A oto i one
Classic Nude – od niego wszystko się zaczęło, brudny pastelowy róż to jedyne, co przychodzi mi do głowy, gdy na niego patrzę
Yasmin Kiss – bardzo jaśniutki kolorek od Semilac, po nałożeniu trzech barw cieszy moje oko dokładnym kryciem.
Indian Roses – intensywna barwa, bardziej nasycony niż 004 aczkolwiek piękniejszy
Frappe – kolor, który ujęłabym tak mleko z kawą. 
Mamarazzi – delikatny cielisty kolor, nierzucający się w oczy
Midnight Samba – brokat, który ubarwi każdą stylizacje. Etykieta znacznie odbiega od tego, co mamy w środku, ale mimo to i tak jest uroczy. Bo Nude nie znaczy Nudne ;)
Mulled Wine – trafił do mojej kolekcji, jako ostatni i jeśli miałabym pokazać swój faworyt byłby to właśnie ten lakier od NeoNail. Macie możliwość zobaczyć go na zdjęciu u góry

Jest dużo więcej kolorów w tej tonacji, które czekają w kolejce do kupna. Kuszą za każdym razem, gdy robię zamówienie lub wyciągam szyje w sklepach stacjonarnych. Myślę jednak o zdrowym rozsądku i staram się zachować umiar. Cierpliwie poczekam, aż obecne kolory wymaluje by dopiero wtedy skusić się na zakup nowych sztuk.

Masz swoje ulubione lakiery w tych odcieniach? Daj znać w komentarzu, może jakiś trafi na listę Do zakupu, by poszerzyć moją kolekcję, gdy obecne będą na wykończeniu.

Do następnego!


Claresa - lakiery hybrydowe


Nigdy nie sądziłam, że będę miała możliwość przetestowania lakierów hybrydowych w ramach współpracy. I tutaj mam dla Ciebie złotą, znaną nie od dziś radę – Nigdy nie mów nigdy. Z początkiem lutego (a może z końcem stycznia) nawiązałam kontakt z firmą lakierów hybrydowych Claresa. Z moich portali społecznościowych (IG – klik FB – klik) mogliście wywnioskować, że był to owocny kontakt. Przesyłka miała bardzo długą drogę do przebycia, ale koniec końców trafiła w moje ręce. Ciekawi jesteście, jakie wrażenia mam odnośnie produktów, które znajdowały się w środku? Zatem zapraszam do dalszej części tekstu. 
W pięknie zapakowanej paczce znalazłam starannie dobrane, pod względem kolorystycznym, i pasujące do siebie lakiery hybrydowe. Do tego był również dołączony jeden efekt by urozmaicić wykonanie stylizacji. Nie zapominając o bazie i topie, które są niezbędne w wykonaniu prawidłowego manicure.

Nigdy wcześniej nie miałam styczności ani z tymi lakierami ani z marką. Wiecie, co mnie zaintrygowało w tych lakierach? Nazewnictwo! Jest po prostu fantastyczne i uniwersalne. Sami powiedzcie czy nie są zabawne a zarazem genialneTrzy lakiery, jakie do mnie trafiły to: Gray Mouse, Gray Crocodile, Pink Blink. Mogłabym posunąć się o stwierdzenie, że marka Claresa słynie z używania nazw zwierzęcych do określenia swoich wariantów kolorystycznych. Możecie to podejrzeć na ich stronie – klik.
OPIS LAKIERÓW

Produkt zamknięty jest w czarnej, matowej buteleczce o pojemności 7ml. Opatulonej etykietą w kolorystyce odpowiadającej temu, co znajdziemy w środku.

Gray Mause – piękna szarość. Odnoszę wrażenie, że posiada minimalnie widoczne perłowe drobinki. Dobrze napigmentowany, pełne krycie uzyskujemy po dwóch aplikacjach (ZAKUP)

Gray Crocodile – to mój typ, może, dlatego że ostatnio stawiam na perłowe odcienie. Popielaty kolor, który został rozświetlony delikatnymi drobinkami. Idealne krycie uzyskane po dwóch aplikacjach. Ciekawi mnie czy czarny podkład zapewni mu głębię koloru (ZAKUP)

Pink Blink ­– niestety etykieta na buteleczce tego koloru jest zupełnie inna od zawartości. Miałam wrażenie, że w środku znajdę przydymiony, lekki fiolet, ale tak się nie stało. Pełne krycie uzyskujemy po trzech warstwach koloru(ZAKUP)

Baza i top ­– idealne w swojej konsystencji. Top wywarzony z dużą dokładnością.
Na zdjęciu mój faworyt Gray Crocodile
JAK MI SIĘ PRACOWAŁO NA TYCH LAKIERACH?
Muszę zacząć od tego, że są to dość gęste lakiery. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką konsystencją wśród hybryd. Plus jest taki, że nie ściekały na boki i nie zalewały skórek. Lubisz różne zdobienia na paznokciach? Wypróbuj tych lakierów. Sądzę, że nadadzą się do NailArtu ;)
Pędzelki do aplikacji są krótkie i sztywne, co powodowało, że bardzo ciężko rozprowadzało się produkt po płytce paznokcia jak i na wzorniku. Niestety przez swoją strukturę zostawiały nieestetyczne ślady. Sprawiały trudność w ujednoliceniu koloru. Moje zażenowanie było ogromne, już miałam spisać całość na straty. Jednak tak łatwo się nie poddałam. Zauroczyła mnie mocna pigmentacja, jak i kolory, które do mnie trafiły. Po chwili namysłu wpadłam na to, aby podmienić pędzelki z innych lakierów swojej kolekcji i ku mojemu zaskoczeniu … poszło jak po maśle! ;) Mimo gęstej konsystencji zaczęłam malować z wielką przyjemnością. Swoją drogą przy bazie i topie nie zanotowałam takich problemów. 
Więcej propozycji z użyciem tych kolorów będziecie mogli obejrzeć na moich profilach społecznościowych, gdzie serdecznie Was zapraszam J

A czy Ty znasz markę Claresa i zmalowałaś już coś lakierami hybrydowymi od nich?

Do następnego!


Wady i zalety hybryd oraz co do tego ma nieleczona tarczyca.

Jak wiecie swoją przygodę w tym temacie zaczęłam dość niedawno. Wcześniej uważałam, że totalnie się do tego nie nadaję. Że moja cierpliwość a raczej jej brak wygra i okaże się, że znów wywaliłam pieniądze w błoto inwestując w lampę czy kursy. Wiadomo, kto nie ryzykuje ten nie pije szampana;) Na moje szczęście wyszło inaczej. I po pierwszym kursie przyszedł czas na level wyżej – kurs z metody żelowej. Małymi kroczkami zrodziła się pasja. Cały ten paznokciowy flow trwa do dziś. A wspomniana cierpliwość jest w ten sposób ulepszana. Wszystko na plus, tak samo jak na duży plus można zaliczyć sam manicure hybrydowy. Chyba każdy się ze mną zgodzi, że płynie z niego więcej zalet niż ze zwykłych lakierów do paznokci?

Dziś przychodzę do Was z kilkoma korzyściami wynikającymi z noszenia manicure hybrydowego, ale żeby nie było tak kolorowo to przedstawię Wam również swoją wizję, co do negatywnych skutków. I moje małe osobliwe spostrzeżenie. Dobra ja tu pierdu, pierdu a temat czeka. Nie przedłużając …

ZALETY MANICURE HYBRYDOWEGO

Trwałość – to zdecydowany plus takich paznokci. Producenci rekomendują do 21 dni utrzymywania się produktu, co znaczy, że nie musisz odwiedzać często swojej kosmetyczki. Wystarczy raz na 3 tygodnie spotkać się na popychanie pierdów i znów możesz cieszyć się odświeżonym manicure. Czyż nie piękne? :D

Szybkość wykonania – może nie chodzi mi tu głównie o samo wykonanie, a raczej o fakt, że po skończeniu pracy nie musimy przebierać nogami z niecierpliwością aż masa wyschnie. Całość trwa jakieś 45 minut i po tym czasie jesteśmy wolne, możemy rzucić się w wir codziennych obowiązków bez obaw, że za moment coś zejdzie, bo nie doschło.

Kolorystyka – od samego patrzenia głowa boli. Producenci, co rusz zasypują nas nowościami kolorystycznymi, możliwość wykonania dodatkowych zdobień jest równie duża, wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji osoby zajmującej się Twoimi paznokietkami (od cekinów, po folie transferowe czy różne efekty jak i nailart, – który pchnie prężnie do przodu)

Efekt - przez cały okres noszenia jest intensywny oraz wygląda na świeży w każdym momencie (nienaruszone paznokcie, szpeci jedynie duży odrost - choć zawsze możesz spotykać się częściej ze swoją stylistką, każda okazja jest dobra by popychać ów pierdoły :D)


WADY MANICURE HYBRYDOWEGO

Nie jest to przyjemność dla każdego – ostatnio dość często spotykam się, na różnych grupach, ze stwierdzeniem, że dana marka lakierów zaczęła uczulać. Na szczęście mnie ten problem nie dotyczy. Jeśli uczula Cię lakiery hybrydowy, podziel się w komentarzu objawami, jakie występują podczas takiej alergii. Chętnie się z nimi zapoznam, bo szczerze powiem, że nigdy osobiście się z tym nie spotkałam. A tak zupełnie odbiegając od tematu, co w dzisiejszych czasach nie uczula?

Aceton używany do ściągnięcia hybrydy wysusza paznokcie, przez co stają się kruche i łamliwe. Na szczęście i na to jest sposób. Coraz więcej stylistek korzysta z frezarki podczas przygotowywania płytki paznokcia do zabiegu. Mam w planach zakupić taką, ale jeszcze się nie zdecydowałam, co do rodzaju.

Urazy mechaniczne – od nich nie uciekniesz, hybryda nie chroni, choć w wielu przypadkach może tak być. Podczas mocnego uderzenia zdarza się tak, iż po prostu łamie nam się cały paznokieć wraz z lakierem

Pomimo swoich wad uważam jednak ten rodzaj manicure za coś fantastycznego. W moim kuferku nie ma już zwykłych lakierów, które kiedyś kupowałam na potęgę. Trwałość i wybór przeróżnych kolorów, jak i zdobień, do mnie przemawiają. Inwestuje w coraz to nowsze hybryd i każdy zakup, choć jednej buteleczki, cieszy mnie niczym dziecko otwierające prezenty w święta bożego narodzenia. 

Hybryda vs. Tarczyca 

Tak jak wspominałam na początku, czas na moje osobliwe spostrzeżenie. Tutaj słów kilka z moich indywidualnych obserwacji, dotyczących mojej osoby. Niepoparte żadnymi badaniami. Podkreślam, że chodzi o mnie. Otóż, nieświadoma problemów z tarczycą i długo przed zakupieniem własnego zestawu do wykonywania paznokci, jak każda kobieta udawałam się do kosmetyczki. (A że siostrę mam ze skilem do tego, to wiadomo, kim ów kosmetyczka była;)) Moje paznokcie od pierwszej aplikacji pokochały ten manicure. Wróć. 

Nie! To nie była miłość od pierwszego wykonania. 

A może była, ale chwilowa. Radość i fascynacja nie trwała zbyt długo, bagatela trwało to maks. trzy dni. Do pierwszego odpryśnięcia lakieru, co wkurzało mnie totalnie. Gdzie tu gwarancja producentów? A że nerwus ze mnie, wszystko od razu pożerałam i zrywałam. Niszcząc w ten sposób swoją płytkę paznokci i cały ten niby piękny manicure. (Błagam nie rób tego!) 

Dawałam sobie i swoim paznokciom kilka takich szans, a lakier wciąż odchodził i odpryskiwał po kilku dniach. A po umyciu naczyń schodził całymi płatami. Nawet skorzystałam z usług innej kosmetyczki – nie siostry, – co i tak kończyło się jak w przypadkach powyżej. 


Klapa! Hybrydy nie dla mnie! 

Zażenowana takim stanem rzeczy, zaczęłam szukać odpowiedzi w sieci. Kosmetyczki uważały, że taka moja natura, że płytka paznokcia zbyt tłusta i nic tego nie zmieni. Swoje żale skierowałam do Wujka Google, przecież on ma zawszę złotą radę dla każdego. Tak było i w moim przypadku, (choć nie wiem czy taka złota, bo nieoparta na żadnych badaniach), ale coś zaczęło świtać w mózgownicy. Pojawiały się wypowiedzi dziewczyn, które twierdziły ze problemy tarczycy mają wpływ na trwałość hybrydy na naszych paznokciach. Jedna, dwie czy dziesięć takich wypowiedzi. Moją uwagę przykuły słowa „nieleczona tarczyca może być przyczyną zbyt krótkiego czasu utrzymywania się hybrydy”. 


Logicznie do tego podeszłam i w październiku zeszłego roku wykonałam USG, diagnoza - guzki na tarczycy. Od grudnia zaczęłam leczenie hormonami, ponieważ poziom TSH okazał się za wysoki - uuu nieleczona tarczyca!!! Po upływie dwóch miesięcy od rozpoczęcia terapii mogę powiedzieć, że problem z odpryskiwaniem czy odchodzeniem całymi płatami hybrydy od paznokcia już mnie nie dotyczy. Czyli zależność jest! Wg mnie oczywiście, że jest! Teraz cieszę się pięknym i trwałym manicure hybrydowym a poziom hormonów mam pod stałą kontrolą lekarza. 

Jeśli masz podobny problem do mojego, proszé sprawdź swój poziom hormonu TSH. To nic nie kosztuje a możesz sobie pomóc. I tu nie chodzi o paznokcie, chodzi o Twoje zdrowie, które jest najważniejsze. Pamiétaj zdrowie jak i życie mamy jedno <3


Walentynki - wersja klasyczna

Kartki kalendarza, co rusz nas informują o zbliżającym się dniu, który wypadałoby celebrować. I tak oto rozpowszechnione na cały świat Walentynki zbliżają się dużymi krokami. Jedni będą afiszować się ze swoimi uczuciami inni postawią na dyskrecje oraz prywatność. Zależy to tylko i wyłącznie od nas samych. Ilu ludzi na świecie tyle różnych upodobań, do których każdy ma prawo.

Dla mnie jest to świetna okazja by na kobiecych paznokciach, zawitał manicure w kolorystyce czerwonej lub różowej. Moja wersja na Walentynki nieco odbiega od panujących standardów, jakie można zauważyć w Internecie. Po długich paznokciach przyszedł czas na radykalne skrócenie oraz moją ulubioną czerwień od Semilac.
Osobiście stawiam na klasykę. Bez dodatków, bez zdobień. Prosto. Delikatnie.

Classic wine idealnie pasuje do grubego swetra. Ten rodzaj czerwieni albo się kocha albo nienawidzi. Oczywiście ja należę do pierwszej grupy. Głębokie bordo skradło moje serce od pierwszej aplikacji. Sam lakier jest bardzo dobrej jakości, nie ucieka na boki a pełne krycie osiągamy po dwóch warstwach.


Koniecznie daj znać w komentarzu czy jesteś miłośnikiem takiej czerwieni oraz co myślisz o Walentynkach, jest to komercja czy raczej okazja do celebrowania?


Perełki od ChiodoPro

Delikatne i subtelne. Kobiece i zmysłowe. Dwa zachwycające kolory, które skradły moje serce. Wprawiają w zachwyt każdego, kto zauważa je na moich paznokciach. A nieskromnie dodam, że trudno przejść koło nich obojętnie. Nigdy nie przypuszczałam, że będę mogła nosić na paznokciach kolory perłowe. Wydawały się za delikatne do mojej osoby, ale chyba z wiekiem dojrzewam i mądrzej. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją lakierów hybrydowych marki ChiodoPro.
OPAKOWANIE
Zamknięte w eleganckich, smukłych i czarnych buteleczkach o pojemności 6ml. Według mnie jest to idealna objętość, jeśli chodzi o jeden lakier. Nie za dużo i nie za mało. W sumie jeszcze nigdy nie skończyłam całego opakowania, ale z tego, co można doczytać w sieci, jedna taka buteleczka powinna wystarczyć na ok. 10 setów. Wszystko oczywiście zależy od samej aplikacji. Wiadomo, jeśli walisz produktu tonę na paznokcie, to przy 5 aplikacji może Ci go najzwyczajniej w świecie braknąć. Polecam używać małe ilości, co ma oczywiście swoje plusy.
O SAMYM LAKIERZE
Konsystencja tych dwóch lakierów jest trafiona w sedno, ani za rzadkie ani za gęste. Po prostu idealne. Trzymają się płytki paznokcia i nie ściekają na boki. Nie ma konieczności malowania kciuka osobno. Przecież nic tak nie denerwuje jak lakier, który ucieka nim włożysz dłoń do lampy. Uwierzcie, że mam kilka takich „perełek”. Nie mogę wypowiedzieć się, co do reszty kolorów Chiodo, ponieważ dopiero przetestowałam te dwa. Ale to nie zmienia faktu, że w kuferku czeka ich znacznie więcej ;) Sam lakier jest według mnie z pogranicza tych transparentnych. Pełne krycie osiągnęłam po nałożeniu trzech cienkich warstw produktu., co wcale mi nie przeszkadzało. Efekt powalił na kolana nie tylko mnie. Co tu dużo mówić, są to z pewnością kolory, do których wrócę nie raz i nie dwa.
Lubicie takie perełki? Tutaj możecie zakupić moich faworytów. Dodam, że cena na stronie producenta wynosi obecnie 15,87 zł. To bardzo tanio jak na lakiery dobrej jakości.
087 Pink Smoothie - KLIK                                                     037 Pink One  - KLIK

Pink Smoothie zakupiłam, jako pierwszy. Zachwycona jego kolorystyką złożyłam zamówienie na kolejne lakiery tej marki i wyobraźcie sobie, że przez moją nieuwagę zamówiłam go raz jeszcze. Dowodzi to temu, iż faktycznie się w nim zakochałam. Dobrze, że moja siostra też jest miłośniczką hybryd - lakier powędrował do Niej :)

instagram @karellauk

Copyright © Karella