ChiodoPro Lakiery hybrydowe | nowości w kuferku

Jak już wiecie, swoją przygodę z manicure hybrydowym zaczęłam od zrobienia profesjonalnego kursu, dzięki któremu uzyskałam certyfikat i niezbędną wiedzę do jego wykonania. Ów kurs odbywał się na produktach wspomnianej marki. Jakoś wtedy niespecjalnie przypadły mi do gustu. Może, dlatego, że z tyłu głowy wydeptałam sobie ścieżkę do innej marki i to ich produktom przyglądałam się bacznie, jeszcze długo przed podjęciem konkretnych kroków, co do szkolenia. 
Wiecie, dlaczego zdecydowałam się na szkolenie? Tylko po to, aby przekonać się czy to z pewnością droga dla mnie. Nie chciałam kupować całego zestawu by później stwierdzić, że jednak nie jest to moja bajka i chcąc nie chcąc, wywalić pieniądze w błoto. Tak też w moim przypadku najpierw było ogólne rozeznanie się z tematem na portalu Instagram. Tam czytałam i oglądałam różne profile związane ze zdobieniem paznokci metodą hybrydową. Z każdym nowym zdjęciem moja fascynacja rosła. A wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Tak też zdecydowałam się pójść na profesjonalne szkolenie a dopiero na samym końcu zakupić zestaw do paznokci hybrydowych. To, że szkolenie odbyło się na produktach Chiodo nie przeszkodziło by zakupić zestaw startowy z Semilac. Obecnie w moim kuferku przeważają lakiery z tej ostatniej firmy, ale moja miłość zaczyna nabierać innego wymiary. Po ostatnim pobycie w Polsce mam za sobą dwa mani wykonane przez Instruktorkę Chiodo właśnie na tychże produktach. Mogliście zaobserwować to na moim koncie Instagram czy Facebook, gdzie pokazywałam Wam zdobienie. Jak na prawdziwą kobietę i sikorę przystało nie mogłam wyjść z gabinetu bez małych zakupów. I tak oto moja kolekcja lakierów hybrydowych zaczyna się powiększać. Z trzech zrobiło się sześć plus baza do kompletu. Top już od dłuższego czasu gości w kuferku.
Kolekcja od Edyty Górniak przypadła mi bardzo do gustu. Paleta kolorów jest mega duża a intensywność barw przykuwa wzrok każdego, kto na nie spojrzy. Są to lakiery bardzo dobrej jakości i zdecydowanie powiększę swój zbiór o kilka innych buteleczek, które już mam na uwadze.  
A tymczasem przedstawiam Wam moje ostatnie zdobycze z dwóch kolekcji stworzonych właśnie we współpracy z Edytą Górniak, która jest Ambasadorką tej marki. Dwa lakiery pochodzą z kolekcji BLACK&WHITE STYLE a jeden z WITH LOVE FROM LA SUMMER MADNESS.

789 GUILTY PLEASURES – powiedziałabym, że jest to przydymiony wrzos

798 IRONKISS – grafitowa szarość, bardzo piękna

848 ROSE SKIN – delikatny odcień różu

Na stronie producenta możemy przeczytać, że „Lakiery hybrydowe Chiodo PRO (…) mają doskonałą konsystencję, dzięki której wykonanie manicure pod same skórki (bez zalewania ich) jest łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Bardzo silna pigmentacja sprawia, że malowanie paznokci to prawdziwa przyjemność. Większa pojemność - 7 ml - pozwoli stworzyć wiele pięknych stylizacji, które z łatwością usuwają się pod wpływem acetonu.” I całkowicie się z tym zgodzę! Miałam okazję wykonać manicure przy pomocy lakierów z nowej kolekcji. Konsystencja jest prawidłowo wyważona. Z łatwością rozprowadza się po płytce paznokcia. Jeśli chodzi o pigmentację, już po pierwszej aplikacji koloru możemy zauważyć jego intensywność. Druga warstwa pozwoli podbić i pogłębić efekt.
Na zdjęciach powyżej możecie zobaczyć kolor 789 Guilty Pleasures Wykonanie jest mojego autorstwa.
Jeśli chodzi o moje preferencję, co do malowania paznokci zawsze stawiam na klasykę. Stonowany to moje drugie imię w tym temacie. Owszem podobają mi się wzory, które kreują inni (mowa tu np. o plaży, palmie czy pelikanie na paznokciach), ale serio to nie dla mnie. Nie mogłabym chodzić z takim mani dłużej niż jeden dzień. Lekkie zdobienie w zupełności wystarczy. A szaleństwem nazywam jeden (lub dwa) paznokcie w innym kolorze niż przewodni :D
Rodzi się nowa miłość na szeroką skalę. Jeśli twórcy lakierów hybrydowych marki ChiodoPro będą tak intensywnie pracować nad swoimi produktami to przepadnę na całego. Serio Wam mówię. Co lakier to coraz bardziej przypada mi do gustu. Szykują się porządki nie w salonie, bo takiego jeszcze nie posiadam a w kuferku. Zamierzam zredukować liczbę marek, jakie się w nim znajdują. Obecnie posiadam kilkadziesiąt lakierów hybrydowych od pięciu producentów. Dziś już wiem, że postawić chcę tylko na dwie znane i lubiane marki. Jak to się mówi, nie chcę mieć wszystkiego z innej parafii. Nie wyrzucę tych, które mam. Po prostu skończę buteleczki do końca i przestanę kupować by móc w pełni zaznajomić się z tym, co przypadło mi do gustu i co polubiłam. A jeśli kiedyś będę mogła otworzyć swój mały salon, skupię się wyłącznie na jednej marce :P
A czy Ty masz swoją ulubioną markę wśród lakierów hybrydowych? Z przyjemnością też przeczytam co sądzisz o marce ChiodoPro, czy znasz ich produkty do stylizacji paznokci? Podziel się swoją opinią w komentarzu.


Claresa - lakiery hybrydowe | Nowości w kuferku

Ostatnio wpadła mi kolejna przesyłka od zaprzyjaźnionej firmy Claresa. Jako że moje paznokcie u dłoni są w lekkiej regeneracji postanowiłam przetestować nowości na paznokciach u stóp. Przecież stopy to część naszego ciała, to, że, na co dzień i w dodatku w okresie jesienno zimowym nie są eksponowane to nie znaczy, że mogą zostać zapomniane. Warto dbać o stopy przez cały rok, bez względu na panującą pogodę za oknem. Poza tym pomalowane pazurki stóp wydają się takie kobiece i subtelne bez względu na porę roku. A ja lubię czuć się dobrze we własnym ciele zawsze
Tym razem marka przesłała mi 3 kolory, oliwkę do skórek, podkładkę do robienia zdjęć naszym stylizacjom oraz parę pilników wraz z podstawką do telefonu. Jeśli chodzi o samą przesyłkę, tym razem nie zastałam w niej ani miłego liściku ani też ładnie zapakowanych produktów. A szkoda, bo to oko cieszy i w sercu tak jakoś raźniej. Produkty były po prostu zawinięte w folie bąbelkową i przesłane w kopercie.
Byłam bardzo ciekawa tych produktów. O pierwszej tego typu przesyłce pisałam Wam tutaj - klik Mogliście tam przeczytać, o moim wysokim poziomie zażenowania pędzelkami w tych lakierach. Z tego też względu w miarę możliwości szybko zabrałam się za malowanie i testowanie. Już podczas ubarwiania swojego wzornika zauważyłam, że pędzelki są jakieś inne. Ale czy lepsze niż ostatnio? O tym zadecydował ostateczny test, czyli malowanie po płytce paznokcia. Byłam w szoku, że struktura pędzla a raczej jego włosia różni się od poprzednich. Jest o wiele bardziej miększa, ale jeszcze nie tak bardzo jakby mi to pasowało. I od razu mówię nie jest to przyzwyczajenie. Nie używałam lakierów z pierwszej przesyłki do wykonania dziesiątek stylizacji.
Cuticle Oil Honey Touch mleko i miód oliwka do skórek o bardzo intensywnym  i przyjemnym zapachu. Zmiękcza i nawilża skórki wokół paznokci na długie godziny. Stosowałam ją u dłoni codziennie przez dwa tygodnie. Najdrobniejsze przesuszenia zniknęły, a nieestetyczne zadziorki już się nie pokazały. Gorąco polecam Wam ten produkt. Moje skórki w delikatny sposób były rzeczywiście nawilżone i zmiękczone. Nie musi służyć jedynie do wykończenia stylizacji a do ogólnej pielęgnacji Waszych paznokci. Oliwka poprawia kondycję skórek przy paznokciach.

Moja mini kolekcja lakierów hybrydowych tej marki pomalutku się powiększa. Poniżej na zdjęciu prezentuje Wam wszystkie jakie posiadam na obecną chwilę. Trzy pierwsze są z poprzedniej przesyłki. Kolejne trzy – to obecne nowości w moim kuferku. Wiecie co mi się w nich spodobało od razu poza kolorystyką? Nezewnictwo poszczególnych kolorów. Sami powiedzcie czy nie są pomysłowe.
Od lewej: 
Grey Crocodile, Grey Mouse, Pink Blink – o tych kolorach mogliście poczytać TUTAJ

Pink Mouse - ostatnimi czasy jestem zauroczona perłowymi kolorami. A że wiosna do nas zawitała, to i tym razem postanowiłam upiększyć swoje paznokcie u stóp właśnie tym kolorem. Idealne krycie uzyskałam nakładając dwie warstwy lakieru, nie pozostawiał smug ani nieestetycznych zacieków. Rozprowadzał się naprawdę dobrze.

Pink Frog – kolor z tych bardziej neonowych. Odpowiednio gęsty i równie łatwy w aplikacji jak dwa pozostałe kolry marki Claresa. Idealnie nada się na ciepłe słoneczne dni. Bardzo podoba mi się ten odcień, w moim kuferku dotychczas był tylko jeden neonowy lakier. 

Grey Rabbit, – jeśli miałabym ukazać swojego faworyta z tej trójki byłby to właśnie Szary królik. Piękny odcień szarości, łatwość aplikacji i krycie już przy pierwszej warstwie.

Pilniczki, jakie otrzymałam to te z gradacją 100/180 i 180/240 szczerze to nie widziałam różnicy między ziarnami. Produkt jest dość miękki i pęka przy najmniejszym wygięciu go. Jeśli chodzi o opiłowanie naturalnej płytki paznokcia to sobie znakomicie dają radę. Generalnie jestem przyzwyczajona do dość solidnych, mocnych i grubych pilników. Te od Claresa są zdecydowanie delikatniejsze, ale nie są najgorsze. Jako że paznokcie u dłoni są w regeneracji idealnie opiłowują ich wolny brzeg.
OGÓLNA OPINIA O PRZYSŁANYCH PRODUKTACH
Przyznaję z ręką na sercu, że z lakierów hybrydowych tym razem jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona. Pod każdym względem, czy to kolorystycznym czy jakościowym. Pędzelek sunie po płytce bez większych problemów. Krycie poszczególnych kolorów nie przysparza kłopotów, zamierzony efekt osiągamy po dwóch warstwach. Te hybrydy od Claresa nie pozostawiają smug ani zacieków na paznokciach. W buteleczkach nie zauważyłam jakiś niechcianych pyłków, które utrudniłyby ich aplikację. Jeśli chodzi o ten zestaw lakierów a poprzedni, to jestem miło zaskoczona, te już nie są tak gęste jak pierwsze trzy, które otrzymałam od firmy, – co działa na duży plus. Odniosłam wrażenie, że produkt jest zdecydowanie lepiej wyważony. Są to lakiery hybrydowe bardzo mocno napigmentowane, a taka kolej rzeczy zdecydowanie przypada mi do gustu :)


Do następnego! 

Claresa - lakiery hybrydowe


Nigdy nie sądziłam, że będę miała możliwość przetestowania lakierów hybrydowych w ramach współpracy. I tutaj mam dla Ciebie złotą, znaną nie od dziś radę – Nigdy nie mów nigdy. Z początkiem lutego (a może z końcem stycznia) nawiązałam kontakt z firmą lakierów hybrydowych Claresa. Z moich portali społecznościowych (IG – klik FB – klik) mogliście wywnioskować, że był to owocny kontakt. Przesyłka miała bardzo długą drogę do przebycia, ale koniec końców trafiła w moje ręce. Ciekawi jesteście, jakie wrażenia mam odnośnie produktów, które znajdowały się w środku? Zatem zapraszam do dalszej części tekstu. 
W pięknie zapakowanej paczce znalazłam starannie dobrane, pod względem kolorystycznym, i pasujące do siebie lakiery hybrydowe. Do tego był również dołączony jeden efekt by urozmaicić wykonanie stylizacji. Nie zapominając o bazie i topie, które są niezbędne w wykonaniu prawidłowego manicure.

Nigdy wcześniej nie miałam styczności ani z tymi lakierami ani z marką. Wiecie, co mnie zaintrygowało w tych lakierach? Nazewnictwo! Jest po prostu fantastyczne i uniwersalne. Sami powiedzcie czy nie są zabawne a zarazem genialneTrzy lakiery, jakie do mnie trafiły to: Gray Mouse, Gray Crocodile, Pink Blink. Mogłabym posunąć się o stwierdzenie, że marka Claresa słynie z używania nazw zwierzęcych do określenia swoich wariantów kolorystycznych. Możecie to podejrzeć na ich stronie – klik.
OPIS LAKIERÓW

Produkt zamknięty jest w czarnej, matowej buteleczce o pojemności 7ml. Opatulonej etykietą w kolorystyce odpowiadającej temu, co znajdziemy w środku.

Gray Mause – piękna szarość. Odnoszę wrażenie, że posiada minimalnie widoczne perłowe drobinki. Dobrze napigmentowany, pełne krycie uzyskujemy po dwóch aplikacjach (ZAKUP)

Gray Crocodile – to mój typ, może, dlatego że ostatnio stawiam na perłowe odcienie. Popielaty kolor, który został rozświetlony delikatnymi drobinkami. Idealne krycie uzyskane po dwóch aplikacjach. Ciekawi mnie czy czarny podkład zapewni mu głębię koloru (ZAKUP)

Pink Blink ­– niestety etykieta na buteleczce tego koloru jest zupełnie inna od zawartości. Miałam wrażenie, że w środku znajdę przydymiony, lekki fiolet, ale tak się nie stało. Pełne krycie uzyskujemy po trzech warstwach koloru(ZAKUP)

Baza i top ­– idealne w swojej konsystencji. Top wywarzony z dużą dokładnością.
Na zdjęciu mój faworyt Gray Crocodile
JAK MI SIĘ PRACOWAŁO NA TYCH LAKIERACH?
Muszę zacząć od tego, że są to dość gęste lakiery. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką konsystencją wśród hybryd. Plus jest taki, że nie ściekały na boki i nie zalewały skórek. Lubisz różne zdobienia na paznokciach? Wypróbuj tych lakierów. Sądzę, że nadadzą się do NailArtu ;)
Pędzelki do aplikacji są krótkie i sztywne, co powodowało, że bardzo ciężko rozprowadzało się produkt po płytce paznokcia jak i na wzorniku. Niestety przez swoją strukturę zostawiały nieestetyczne ślady. Sprawiały trudność w ujednoliceniu koloru. Moje zażenowanie było ogromne, już miałam spisać całość na straty. Jednak tak łatwo się nie poddałam. Zauroczyła mnie mocna pigmentacja, jak i kolory, które do mnie trafiły. Po chwili namysłu wpadłam na to, aby podmienić pędzelki z innych lakierów swojej kolekcji i ku mojemu zaskoczeniu … poszło jak po maśle! ;) Mimo gęstej konsystencji zaczęłam malować z wielką przyjemnością. Swoją drogą przy bazie i topie nie zanotowałam takich problemów. 
Więcej propozycji z użyciem tych kolorów będziecie mogli obejrzeć na moich profilach społecznościowych, gdzie serdecznie Was zapraszam J

A czy Ty znasz markę Claresa i zmalowałaś już coś lakierami hybrydowymi od nich?

Do następnego!


Wady i zalety hybryd oraz co do tego ma nieleczona tarczyca.

Jak wiecie swoją przygodę w tym temacie zaczęłam dość niedawno. Wcześniej uważałam, że totalnie się do tego nie nadaję. Że moja cierpliwość a raczej jej brak wygra i okaże się, że znów wywaliłam pieniądze w błoto inwestując w lampę czy kursy. Wiadomo, kto nie ryzykuje ten nie pije szampana;) Na moje szczęście wyszło inaczej. I po pierwszym kursie przyszedł czas na level wyżej – kurs z metody żelowej. Małymi kroczkami zrodziła się pasja. Cały ten paznokciowy flow trwa do dziś. A wspomniana cierpliwość jest w ten sposób ulepszana. Wszystko na plus, tak samo jak na duży plus można zaliczyć sam manicure hybrydowy. Chyba każdy się ze mną zgodzi, że płynie z niego więcej zalet niż ze zwykłych lakierów do paznokci?

Dziś przychodzę do Was z kilkoma korzyściami wynikającymi z noszenia manicure hybrydowego, ale żeby nie było tak kolorowo to przedstawię Wam również swoją wizję, co do negatywnych skutków. I moje małe osobliwe spostrzeżenie. Dobra ja tu pierdu, pierdu a temat czeka. Nie przedłużając …

ZALETY MANICURE HYBRYDOWEGO

Trwałość – to zdecydowany plus takich paznokci. Producenci rekomendują do 21 dni utrzymywania się produktu, co znaczy, że nie musisz odwiedzać często swojej kosmetyczki. Wystarczy raz na 3 tygodnie spotkać się na popychanie pierdów i znów możesz cieszyć się odświeżonym manicure. Czyż nie piękne? :D

Szybkość wykonania – może nie chodzi mi tu głównie o samo wykonanie, a raczej o fakt, że po skończeniu pracy nie musimy przebierać nogami z niecierpliwością aż masa wyschnie. Całość trwa jakieś 45 minut i po tym czasie jesteśmy wolne, możemy rzucić się w wir codziennych obowiązków bez obaw, że za moment coś zejdzie, bo nie doschło.

Kolorystyka – od samego patrzenia głowa boli. Producenci, co rusz zasypują nas nowościami kolorystycznymi, możliwość wykonania dodatkowych zdobień jest równie duża, wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji osoby zajmującej się Twoimi paznokietkami (od cekinów, po folie transferowe czy różne efekty jak i nailart, – który pchnie prężnie do przodu)

Efekt - przez cały okres noszenia jest intensywny oraz wygląda na świeży w każdym momencie (nienaruszone paznokcie, szpeci jedynie duży odrost - choć zawsze możesz spotykać się częściej ze swoją stylistką, każda okazja jest dobra by popychać ów pierdoły :D)


WADY MANICURE HYBRYDOWEGO

Nie jest to przyjemność dla każdego – ostatnio dość często spotykam się, na różnych grupach, ze stwierdzeniem, że dana marka lakierów zaczęła uczulać. Na szczęście mnie ten problem nie dotyczy. Jeśli uczula Cię lakiery hybrydowy, podziel się w komentarzu objawami, jakie występują podczas takiej alergii. Chętnie się z nimi zapoznam, bo szczerze powiem, że nigdy osobiście się z tym nie spotkałam. A tak zupełnie odbiegając od tematu, co w dzisiejszych czasach nie uczula?

Aceton używany do ściągnięcia hybrydy wysusza paznokcie, przez co stają się kruche i łamliwe. Na szczęście i na to jest sposób. Coraz więcej stylistek korzysta z frezarki podczas przygotowywania płytki paznokcia do zabiegu. Mam w planach zakupić taką, ale jeszcze się nie zdecydowałam, co do rodzaju.

Urazy mechaniczne – od nich nie uciekniesz, hybryda nie chroni, choć w wielu przypadkach może tak być. Podczas mocnego uderzenia zdarza się tak, iż po prostu łamie nam się cały paznokieć wraz z lakierem

Pomimo swoich wad uważam jednak ten rodzaj manicure za coś fantastycznego. W moim kuferku nie ma już zwykłych lakierów, które kiedyś kupowałam na potęgę. Trwałość i wybór przeróżnych kolorów, jak i zdobień, do mnie przemawiają. Inwestuje w coraz to nowsze hybryd i każdy zakup, choć jednej buteleczki, cieszy mnie niczym dziecko otwierające prezenty w święta bożego narodzenia. 

Hybryda vs. Tarczyca 

Tak jak wspominałam na początku, czas na moje osobliwe spostrzeżenie. Tutaj słów kilka z moich indywidualnych obserwacji, dotyczących mojej osoby. Niepoparte żadnymi badaniami. Podkreślam, że chodzi o mnie. Otóż, nieświadoma problemów z tarczycą i długo przed zakupieniem własnego zestawu do wykonywania paznokci, jak każda kobieta udawałam się do kosmetyczki. (A że siostrę mam ze skilem do tego, to wiadomo, kim ów kosmetyczka była;)) Moje paznokcie od pierwszej aplikacji pokochały ten manicure. Wróć. 

Nie! To nie była miłość od pierwszego wykonania. 

A może była, ale chwilowa. Radość i fascynacja nie trwała zbyt długo, bagatela trwało to maks. trzy dni. Do pierwszego odpryśnięcia lakieru, co wkurzało mnie totalnie. Gdzie tu gwarancja producentów? A że nerwus ze mnie, wszystko od razu pożerałam i zrywałam. Niszcząc w ten sposób swoją płytkę paznokci i cały ten niby piękny manicure. (Błagam nie rób tego!) 

Dawałam sobie i swoim paznokciom kilka takich szans, a lakier wciąż odchodził i odpryskiwał po kilku dniach. A po umyciu naczyń schodził całymi płatami. Nawet skorzystałam z usług innej kosmetyczki – nie siostry, – co i tak kończyło się jak w przypadkach powyżej. 


Klapa! Hybrydy nie dla mnie! 

Zażenowana takim stanem rzeczy, zaczęłam szukać odpowiedzi w sieci. Kosmetyczki uważały, że taka moja natura, że płytka paznokcia zbyt tłusta i nic tego nie zmieni. Swoje żale skierowałam do Wujka Google, przecież on ma zawszę złotą radę dla każdego. Tak było i w moim przypadku, (choć nie wiem czy taka złota, bo nieoparta na żadnych badaniach), ale coś zaczęło świtać w mózgownicy. Pojawiały się wypowiedzi dziewczyn, które twierdziły ze problemy tarczycy mają wpływ na trwałość hybrydy na naszych paznokciach. Jedna, dwie czy dziesięć takich wypowiedzi. Moją uwagę przykuły słowa „nieleczona tarczyca może być przyczyną zbyt krótkiego czasu utrzymywania się hybrydy”. 


Logicznie do tego podeszłam i w październiku zeszłego roku wykonałam USG, diagnoza - guzki na tarczycy. Od grudnia zaczęłam leczenie hormonami, ponieważ poziom TSH okazał się za wysoki - uuu nieleczona tarczyca!!! Po upływie dwóch miesięcy od rozpoczęcia terapii mogę powiedzieć, że problem z odpryskiwaniem czy odchodzeniem całymi płatami hybrydy od paznokcia już mnie nie dotyczy. Czyli zależność jest! Wg mnie oczywiście, że jest! Teraz cieszę się pięknym i trwałym manicure hybrydowym a poziom hormonów mam pod stałą kontrolą lekarza. 

Jeśli masz podobny problem do mojego, proszé sprawdź swój poziom hormonu TSH. To nic nie kosztuje a możesz sobie pomóc. I tu nie chodzi o paznokcie, chodzi o Twoje zdrowie, które jest najważniejsze. Pamiétaj zdrowie jak i życie mamy jedno <3


Początek

Wszystko zaczęło się od przeglądania internetu. Nigdy nie sądziłam, że dostanę hopla na ich punkcie.
Czerwone, beżowe, brokatowe, owalne czy kwadratowe. Kolory i kształty mieniły mi się przed oczami. Im więcej siedziałam w sieci, tym większy był mój zachwyt. Całkiem przypadkiem natknęłam się na organizowany kurs w moim mieście i nie tak całkiem przypadkiem zgłosiłam swoją chęć udziału w nim.

Szkolenie ABC manicure hybrydowy stał się początkiem mojej przygody w świecie stylizacji paznokci. Po całym dniu spędzonym w salonie kosmetycznym jako uczennica, wyszłam cała naładowana pozytywną energią oraz z certyfikatem w dłoniach. Tak z moim pierwszym (i nie ostatnim) certyfikatem w tejże dziedzinie. Ależ radość to była!


Tak zrodziła się moja miłość. Miłość do zadbanych dłoni i wystylizowanych paznokci.
Myśl założenia bloga była spontaniczna choć ciągle rozmyślam nad jego wyglądem, postami które mają być tutaj publikowane i tak właściwie nad sensem jego prowadzenia. Przecież w sieci tyle tego wisi. Jedne bardziej wartościowsze drugie mniej, ale jednak są i tu niby kolejny do kolekcji. No cóż chęć dzielenia się swoją wiedzą z Wami wygrała! Mam cichą nadzieję, że miejsce to będzie dla Ciebie przyjazne i zagościsz u mnie na dłużej.
Jesteś miłośniczką pięknych paznokci przyozdobionych za pomocą hybrydy lub żelu? Daj się poznać, zostaw komentarz pod tym postem, jak zaczęła się Twoja przygoda. Będzie mi bardzo miło!

                                                                                                                   

instagram @karellauk

Copyright © Karella